emigracja do Włoch

Carta bianca czyli gdzie sie podział mój autorytet

Tym, którzy od zawsze żyli w jednym miejscu, w gronie niezmiennie tych samych ludzi, wśród ogólnie przyjętych i akteptowanych reguł, kodeksów i systemów wartości pewnie ciężko będzie w pełni poczuć to co przeżywa każdy którego świat staje na głowie bo z człowieka „naszego” staje się postacią „obcą” – do poznawania.

Każdy kto mając ustaloną pozycję w społeczeństwie na nowo staje przed wyzwaniem budowania swojego autorytetu i tworzenia więzi z pozycji „tego innego”.

Ponoć wchodzenie w nowy świat i nowe środowisko rządzi się swoim harmonogramem i (prawie) każdy przechodzi po jego stopniach bezwiednie wspinając się ku, tak naprawdę, odnalezieniu siebie. Każdy stopień to nowy kontakt, to kolejna dyskusja, to akceptacja czegoś nowego. To, przede wszystkim, weryfikacja swoich oczywistości, które, w nowym otoczeniu, stracą swój status.

 

Jesteś gotowy na wywieszenie białej flagi w walce z wiatrakami?

Im wyżej udało ci się wyskrobać tym częściej w sytuacji wytrącającej z utartych ścieżek w miejce niepokoju, złości i negacji pojawia się obiektywna refleksja. Jedno jest pewne: nowości prowokują nowe uczucia i nowy sposób myślenia.

Mówią, że każdy tak ma.

Najpierw zachłyśnięcie się nowością – czujesz się jak na wczasach i wszystko mieni się w różowych barwach. Potem przychodzi czas negacji – bo to nie tak ma być! Śmiać się czy płakać, złościć czy ironizować? Dopiero stopniowo odnajduje się swoje miejsce i przychodzi czas na wyrozumiałość. Tak, tak – zaczyna powiewać biala flaga w walce z wiatrakami: narodu nie zmienisz. Trzeba pewne rzeczy zaakceptować.

Z perspektywy czasu widzę, że trzeba dążyć do osiągnięcia tego etapu jak najszybciej. Bo dopiero teraz pojawia się spokój i zrozumienie. Walka, dyskusje i sytuajce konfliktowe zjadają nam całą masę energii. Najgorsze jest to, że to właśnie tej pozytywnej energii.

 

Zielony pasek na biało-czerwonej banderze

Jeśli uda ci się odnaleść grono ludzi wyrozumiałych, którzy potrafią zrozumieć twoje negacje – lucky you. Jeśli jednocześnie ci sami zdecydują się towarzyszyć ci do twoich miejsc rodzinnych, zobaczą i docenią miejsce, które przyszło ci opuścić, tym szybciej zaufają tobie i twoim „obcym dziwactwom” jednocześnie dając tobie komfort braku potrzeby udawadniania wartości twoich miejsc, bliskich, twoich przekonań i doświadczeń.

To wbrew pozorom bardzo ciężka praca wymagająca otwartości i chęci refleksji. Z obu stron – środowiska tu i środowiska tam. Bez tego na biało czerwonej banderze nigdy nie zakwitnie kolor zielony – nadziei, harmonii i szczęścia.

 

Czy jestem bi?

Czy już was znudziłam? Mam nadzieję (a propos nadziei), że nie. Bo właśnie dochodzę do  TEGO „bi”.  Ponoć po etapie trzecim, (jeszcze) połowicznej akceptacji i powolnego odnajdywania siebie, zaczynamy odnajdować w sobie „bi” właśnie.

Przy zachowaniu elementów (no coż, coś niecoś trzeba zweryfikować) swojej kultury, przyzwyczajeń, relacji i języka jednocześnie włączamy się w obowiązujący system. Wydawać by się mogło dziwna hybryda kompromisów i stan pośredni zawieszenia pomiędzy już nie nasz a widać, że nie nasz. Ale właśnie NIE! Dla mnie to bardziej wzbogacenie, szersze myślenie i wszelkie inne pozytywne cechy wynikające z bikulturowości.

Nie uważam, że przez to staje się lepszym, światowym bo wychodzi się ponad lokalne myślenie. Po prostu zaczyna się trochę inaczej myśleć, zmienia się perspektywa i „ciągi myślowe” ;). Co ważne, nawet bezwiednie, pracuje się nad swoimi miękkimi cechami charakteru – tak cenionymi przez każdego potencjalnego pracodawcę. Bo wyjść poza swoją strefę komfortu nie jest tak „hop siup”.


 

Nie jest również „hop siup” zrezygnowanie z pozycji wypracowanej przez lata, bycia autorytetem w pewnych środowiskach. Bo na początku nie myśli się, że swoją postać musisz zaprezentować na nowo i to bez „pomagaczy” w stylu nazwisko, pozycja rodziców, ranga ukończonego uniwersytetu.

Carta bianca.

Do zapisania łacińskim trzynastozgłowkowcem.

Pomaga dobra kawa, spacer po plaży i słońce. A spokój, dystans i poczucie humoru stają się wartościami nie do przecenienia.


Chcecie poczytać historie i przemyślenia  osób z innych stron świata? Klikajcie:

Gabi ze Szwecji – E for egoism / E jak egoizm

Dorota z Wielkiej Brytanii – E jak elegia (żałobna)

Ania z Miami – E jak ebook

Justyna z Wielkiej Brytanii – E jak emigracja

Ola z Texasu – E for El Fenix

Karolina z Francji – E… Education

Ania z Holandii – E jak mąż

Anna Maria z Holandii – E jak edukcja

  • Pingback: E JAK ELEGIA (ŻAŁOBNA) | Nie zawsze poprawne zapiski Dee()

  • Świetny pomysł z tym alfabetem. Bardzo dobrze, że o tych etapach, bo wielu ludziom się wydaje, że przeprowadzka do Włoch to są właśnie takie wieczne wakacje. I że tam wszystko idzie z górki, nawet trudności.

  • Justyna

    Każda przeprowadzka jest ciężka. Dowiaduje się o tym z reguły wtedy kiedy już się przyjechało na miejsce i zaczyna brakować bliskich i wszystkiego co do tej pory było wokół . I na co się miało smaka :)

    • To prawda, zaczyna się szukać na przykład żurek albo kiszoną kapustę. Choć w Polsce raczej się ich nie jadało. 😉

  • Viennese breakfast

    To spojrzenie z innej perspektywy jest dla mnie tym czymś najcenniejszym w życiu gdzieś tam w świecie. Sporo się zyskuje ale i dużo traci. Chociaż stare miejsca i ludzie dla człowieka nadal są jego to on tam już nie jest do końca „swój”. Nowe miejsce już traktowane jako swoje ale jednak ciągle człowiek jest tan „obcy”.

    • Tak, mieszkając daleko od domu ma się szansę na zdobycie doświadczenia i sprawdzenia się w nowych sytuacjach.

  • Italicus

    Miieszkanie zagranicą wiele uczy. Etapy, przez które przechodzi każdy cżłowiek to tak naprawdę rozwój cżłowieka. Bardzo dobry wpis.

  • Pingback: E jak Esencja angielskości ( Alfabet Emigranta, #6 ) | Storyland()

  • Życie emigranta wcale nie jest takie łatwe. Wszystkiego musi sie uczyć od nowa. Tak jak powiedziałaś: najpierw jest etap zachwytu, potem negacji… Potrzeba czasu, żeby przywyknąć i dobrze się poczuć w nowym miejscu.

  • Pingback: E jak emigracja – Alfabet mojej emigracji |()

  • Pingback: E jak emigracja – Alfabet mojej emigracji | Justa poza granicami()