włoszki

Krótka historia emancypacji kobiet w południowych Włoszech

Koniec. (Mówiłam, że krótka)

Czy ja wyglądam na wielbłąda?

Wystylizowana, na obcasie, z laptopówką w ręku. Ulubiony sport to bieganie po lotnisku i picie kawy na czas. To w Europie. W Chinach maksymalna koncentracja na śniadaniu, nie wiadomo kiedy następnym razem będzie się jadło. Napięty grafik, spotkania ciągną się do wieczora, do pokonania setki kilometrów. Laptop najlepszym towarzyszem do poduszki.

Włochy. Badanie rynku. Targi w Europie i Chinach, kalkulacja opłacalności przeniesienia produkcji, propozycja wyjazdu na targi w chińskim Kantonie. Tłumacz, organizator, doradca. Wszystko w jednym. Ok, ale jest późno, trzeba wykonać kilka telefonów przed akceptacją wyjazdu (zmiana ustaleń, przeorganizowanie). Prezes, kiwa głową ze zrozumieniem. No tak, tak. Oczywiście zapytaj najpierw o zgodę twojego faceta. I powiedz, że nie ma się co bać bo będę cię dobrze traktował

Co by tu dodać?

F czyli funkcje społeczne

Tak, właśnie o tym miało być dzisiaj.

Pewnym szokiem może okazać się odkrycie, że w pewnych kręgach kulturowych (niby tak bliskich) oczekiwania względem ciebie jako określonej płcią, narodowością, wyglądem itp osoby są całkiem różne.

Bardzo mnie zaskoczyło to, że na południu nadal funkcjonuje (jak dla mnie) archaiczny podział na mężczyzn i kobiety. Każdy ma swoją funkcję w społeczeństwie.

Kobiety zwykle nie pracują a opiekują się domem i dziećmi. Często ich dzień wygląda tak, że zawożą dzieci do szkoły (z publicznej komunikacji praktycznie się nie korzysta), wracają do domu żeby posprzątać, zrobić zakupy, ugotować i po kilku godzinach jadą odebrać dzieci za szkoły. Po sjeście w niektóre dni na nowo jadą zawieść dzieci do szkoły, żeby po kilku godzinach je odebrać. W soboty też jest szkoła, choć najczęściej tylko do sjesty.

Kobiety spędzają czas w pobliżu domów albo w domach.

Mężczyźni rano się stylizują i wychodzą do pracy. Oni zarabiają. Czas spędzają poza domem w swoim męskim gronie.


 

Ciekawe jest to, że świat się zmienia. A południe Włoch nie. Żyje swoim życiem, obyczajami i regułami.

No, choć coraz więcej jest rozwodów i małżeństw z podwójnym dnem ukrywanym skrzętnie w mrokach hotelowych pokojów. Może właśnie to jest przejawem emancypacji?

Małżeństwo to układ naczyń połączonych – małżonek zależy od kobiety, małżonka od mężczyzny. Każdy ma swoją funkcję. Ciężko utrzymać się kobiecie bez portfela męża, a mężowi bez wielofunkcyjnego organizatora życia rodzinnego.

 

Czego mi nie wolno jako kobiecie?

Kiedyś po zamówieniach w okolicy Neapolu, żeby nie siedzieć samotnie w hotelach, przysiadałam w miłych knajpkach z laptopem firmowym. Wszyscy się na mnie patrzyli, cichli. Pomyślałam, że to może o tego laptopa chodzi. Poprzestałam na komórce albo po prostu gazecie. Wzrok nadal utkwiony. Zamieniłam więc piwo na herbatę. Wzrok bez zmian. Potem dowiedziałam się, że herbaty się nie pija na południu. Zamawiałam więc kawę. Wzrok wisi. Już po zamieszkaniu na południu dowiedziałam się, że szanująca się kobieta w ogóle nie powinna się w barze pojawiać i jeszcze przesiadywać samotnie przy stoliku.

Znam takie kobiety, które nigdy do baru nie wchodzą, nawet z mężczyzną. Znam i takie, które stoją zawsze krok za mężczyzną sączącym kawę przy barze, czasami wody się napiją. Płaci zawsze mężczyzna.

Na moje dociekliwe pytania dlaczego tak jest słyszę prostą odpowiedź: miejsce kobiety jest w domu a nie w barze (mówimy tu o włoskich barach czyli miejscu gdzie się można napić kawy, a nie spelunie spod ciemnej gwiazdy).


 

Dowiedziałam się ostatnio, że kobiety we Włoszech otrzymały prawo wyborcze w 1946r. czyli co najmniej pokolenie po kobietach w Polsce (1918r.). Rozwody są możliwe dopiero od 1970r., kto chciał się rozwieść musiał po prostu wyjechać z kraju i zrzec się obywatelstwa (patrz Sophia Loren).

Rozdział funkcji w społeczeństwie nie przewidywał chwiejności rodziny ani nie widział potrzeby przyznania głosu dodatkowego komuś poza przedstawicielem rodziny, którym był mężczyzna.


 

Prawdopodobnie nie było żadnej złej intencji w wypowiedzi prezesa rozważającego przeniesienie produkcji do Chin. I prawdopodobnie czytając ten tekst bardzo by się zadziwił nie do końca rozumiejąc sytuacji. Przecież zapewniał mnie ti tratto bene!

Dwa światy. Tak bliskie a tak dalekie.


 

E.T. trochę się dostosowało. Nie dyskutuje się z zastanym systemem. Albo dyskutuje a potem i tak, dla zachowania harmonii systemu, nagina się jak drewno cisa.


 

Jeśli wpis Cię zaciekawił sięgnij do wcześniejszych liter alfabetu o:

* adaptacji, blogowaniu i ciekawości świata

* domu we Włoszech

* etapach życia na emigracji


 

A oto głosy z alfabetów innych krajów:

Ola – My Texas Alphabet: F for Family

Gabi – F for formalities / F jak formalności

Ania – Zaczynam od początku. F jak Frank

Karolina – Francuski

Dorota – F jak falafel

Anna Maria – F jak fazy

Justyna – F jak Firth of Forth

Anna Maria – F jak flamandzki

Asia – F jak Femme de chambre i Fleuriste

Viola – F jak fikcja

  • I to się nazywa smakowanie życia! 😉

  • Bardzo mi się podoba twój wpis, chociaż powinnam była napisac, że NIE, nie podoba mi się :-). Jak dla mnie to trochę straszne…. Ciesze się, że mieszkam na północy, w miejscu, w którym uważa się, że miejsce kobiety jest w pracy :-D, a nie w domu, gdzie mozna iść do baru i nikt się dziwnie nie patrzy. Powiem Ci szczerze, że ja nie wiem jak te kobiety na południu mogą tak zyć? może dlatego, że nigdy nie zasmakowały życia w niezależności? A co do rozwodów to też dla mnie jest trochę przerażające, dobrze, że w razie co, mozna pojechać do Polski ;-))))))). Ponoć w sprawach rodzinnych nadal decyduje Watykan, a nie Parlament, także na tym polu zmian raczej nie będzie.

    • Myślisz, że to Watykan właśnie naciska na utrzymanie 3 lat separacji, żeby możliwy był rozwód?

      Tak sobie myślę, że właśnie na północy mieszkają Włoszki takie jakie my sobie wyobrażamy: dobrze ubrane, dbające o siebie, niezależne.

  • na szczęście w młodszym pokoleniu widać powoli zmiany :)

    • I obyczajowe i ambicjonalne. Młodzi ludzie chcą np. kontynuować naukę na uniwersytecie czy innej wyższej szkole. W pokoleniu 30+ studia to rzadkość.

  • Trochę straszne to co napisałaś. Wiem, że południe Włoch nie jest tu wyjątkiem ale nie podoba mi się to. Jak dla mnie pewne rejony świata/Europy są możliwe do przyjęcia tylko na wakacje. Nie dałabym rady tam żyć i funkcjonować.

    • Wpływy arabskie są tu widoczne nie tylko w architekturze 😉

  • Na Sardynii to normalka :).

    • Aleksandra

      Za to uczynnosć mężczyzn, z którą się tam spotkałam (przynajmniej wobec mojej osoby) była nadzwyczajna..

      • To prawda. Południowcy w ogóle są zainteresowani tym co dzieje się dookoła i chętnie pomagają, zagadują, służą radą.

  • Mój mąż jest z Sardynii, ni to północ, ni południe, ale bynajmniej nie ma zaściankowych poglądów. W życiu mi niczego nie zakazał, zresztą by tylko spróbował, od razu by było arrivederci :). A mówiąc już całkiem poważnie, to i w Polsce można znaleźć facetów, którzy traktują podobnie kobiety. Mam niestety wiele koleżanek mających mężów tyranów- nie biją żon, ale masakrują je psychicznie, a to też jest przemoc.

    • Chciałabym podkreślić, że nie było moją intencją generalizowanie. Oczywiście jak w każdym miejscu są różni ludzie. Pomimo, że backgroud jest bardzo archaiczny znam wielu, zwłaszcza młodszych ludzi, którzy są bardzo otwarci na zmiany i mają fajne partnerskie związki.

  • Bardzo ciekawe!

  • Wiola Starczewska

    To świetny wpis, przeczytałam z zaciekawieniem, nic nie wiem o kulturze Włoch, raz byłam w Rzymie, ale co tu porównywać. Wiem, że w Grecji kobiety, zwłaszcza w tych małych miejscowościach, również nie mogą wchodzić do kawiarni.

  • Pingback: F jak Falafel | Nie zawsze poprawne zapiski Dee()

  • Hmm, chyba do tych reguł bym się nie mogła przystosować :)

  • Pingback: F jak Femme de chambre i Fleuriste | O Gruu, Blee i MamĄ()

  • Anna

    Troche to tak zabrzmialo jakby kobiety byly zmuszane do takiego stylu zycia i nie moglby sie sprzeciwic. Te starsze moze tak sie czuja, bo sa tez przyzwyczajone, ze tak bylo i jest, ale mlodsze dziewczyny i kobiety sa inne. Ja mieszkam na poludniu Sycylii, w malym miasteczku i przyznaje, ze jest tu bardzo duzo kobiet identycznych jak w twoim opisie ale nie mozna generalizowac i mowic „biedne kobiety, ja bym nie mogla tak zyc” bo ilu ludzi, tyle historii: niektore kobiety chcialby siedziec w domu a nie moga sobie na to pozwolic, niektore zas chcialyby pracowac ale nie moga znalezc pracy. Podobnie z barami, na jednej ulicy czasem jest kilka lokali, jeden potrafi byc pelen tylko facetow, a drugi pelen mlodszych ludzi obu plci. Zalezy od miejsca, wielkosci miasta itp.

    • Oczywiście, każdy, region, każda rodzina, każda osoba jest inna. Na północy jest już zupełnie inaczej niż w Kampanii, Kalabria też jest już bardziej „wyemancypowana” niż Kampania. Na Sycylii nie znam bliżej rodzin i ich stylu życia. Możliwe, że jest tak jak mówisz. Ja podkreślam, że wiele obserwacji jest z miejsca gdzie mieszkam czyli z Kampanii.

      • Anna

        Moj komentarz bardziej dotyczyl osob komentujacych, ktore nigdy nie byly na poludniu a uwazaja, ze jest tu pelno zniewolonych kobiet, i ze nie da sie tu zyc. Jestem szczegolnie wyczulona na kwestie „polnoc-poludnie” a gdy czytam komentarze Polakow, czy innych emigrantow atakujacych poludnie to po prostu wychodze z siebie

  • Pingback: F jak Firth of Forth – Alfabet mojej emigracji |()

  • Pingback: F jak Firth of Forth – Alfabet mojej emigracji | Justa poza granicami()