Polacy we Włoszech

Rejon Caserty i Neapolu był jednym z ulubionych kierunków Polaków. Może to słońce, może inne motywy kierowały poszukujących pracy we Włoszech właśnie w ten region. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu co drugi imigrant pochodził właśnie z Polski.

Zwykle były to proste prace (tak zwane proste, bo w rzeczywistości bardzo obciążające – i fizycznie i psychicznie): opieka nad starszymi, sprzątanie, prace na budowie…

Kilka lat temu Polacy zaczęli wyjeżdżać. Dziś już spotka się jedynie małą garstkę biało-czerwonych – zwykle są to ci, którzy zapuścili tu już swoje korzenie, mają włoskich partnerów, dzieci chodzą do włoskiej szkoły, a rodzice również wrośli w lokalną społeczność.

Na miejsce Polaków pojawili się Ukraińcy, Rumuni, Bułgarzy, Albańczycy i… oczywiście rzesza czarnych, w dużej części z Maroka.

Dlaczego Polacy wyjechali? Stawki za pracę spadły, nawet kilkukrotnie. A jednocześnie w Polsce pojawiły się większe możliwości.

Niektórzy próbują również w innych krajach. Choć nie zawsze to wychodzi. Południe Włoch są jak magnes.

Znajomi Polacy z okolicy Gorlic, prowadzący rosticcerię w Casercie i mieszkający tu już kilkanaście lat, postanowili przenieść się do Niemiec – od kilku lat biznes idzie słabo w porównaniu z prosperitą sprzed kryzysu. Przecierać szlaki wyjechał mąż. Wrócił szybko – Niemcy są inne, do Włoch ma się sentyment. A żona z radością przytaknęła jego decyzji (albo raczej zmianie decyzji) – w Casercie mieszka przecież jej siostra, która wyszła tu za Włocha.

No właśnie, południowe Włochy są jak magnes…

Kryzys? Ale jaki kryzys?

Tak, u nas również był kilka lat  temu. Ale skala nieporównywalna z tym co stało się na południu. Do dziś skutki kryzysu odczuwa się bardzo mocno. Pewnie dochodzi do tego coraz mocniejsze rozwarstwienie się społeczeństwa – wykwalifikowani, bogaci i ci bez kwalifikacji, których pracę przejęli mało opłacani imigranci zbijając stawki.

Wielu znajomych włoskich mówi wprost: z pewnych zawodów trzeba się przekwalifikować. W wielu pozostałych – liczyć ze spadkiem przychodów. Na południu już nie każdy Włoch rozpoczyna dzień od cappuccino z cornetto w barze. Projektancie wnętrz już nie zarobią tyle co kiedyś – projektów jak na lekarstwo. Opowieści się mnożą.

Południe nie wylizało się jeszcze z problemów. Najgorsze jest to, że nie widać skowronków poprawy nastrojów. Dziś (może kiedyś również tak było?) ciężko znaleźć legalną pracę, jeszcze ciężej pracę z normalną umową o pracę. Życie staje się przez to mniej stabilne, zdolności kredytowe minimalne.

Jak to? Masz pracę?

Zaskoczeniem jest dla mnie zawsze kiedy to ja zaskakuję Włochów mówiąc, że w Polsce nigdy nie miałam problemów ze znalezieniem pracy i praktycznie zawsze po okresie próbnym lub maksymalnie po roku miałam umowę na czas nieokreślony.

Drugim zaskoczeniem były możliwości zarobków  Polsce. Za moją pracę wykonywaną w Krakowie na Południu zarabiałabym dwa razy więcej, na Północy – około cztery razy więcej. Za moją prace wykonywaną w Warszawie stawki z Południem się zrównują.

To szokowało wielu bo Włosi zwykle wrzucają nas do jednego worka z Ukraińcami, Bułgarami czy Albańczykami.

Zielna wyspa

Szokuje wielu ale coraz oraz częściej zdarzają się i ci, którzy na hasło Polska reagowali słowami „rozwój”, „wyższe zarobki”, „zielona wyspa”, „normalność”. Nawet i Południe (średnio zainteresowane tym co się dzieje na świecie) usłyszało o tym, że w Polsce można pracować, zarabiać i żyć spokojnie. Komunikat z TV, radia i internetu pewnie wzmocniła obserwacja ich podwórka – Polacy w większości wyjechali. Tu już nie opłaca się pracować.

Czasami miło się robi – to nie jest słodzenie. A ja, ambasadorując Polsce na Południu i dbając o dobry wizerunek Polaków i tego co polskie, gryzę się w język. Po co Włosi mają wiedzieć, że co prawda poziom rozwoju gospodarczego Polski jako kraju jest już tuż tuż poniżej średniej bo około 70% ale nadal średnie zarobki Kowalskiego oscylują w okolicy 25% średniej Unii?  Po co mają wiedzieć, że ja jestem niestandardowym przypadkiem z moją historią zawodową i poziomem wynagrodzenia w realiach polskich?

Trzymam kciuki za Włochów, którym życzę jak najszybszego wylizania się z problemów i spokojnego życia – takiego jak sprzed kryzysu.

A Polakom życzę, żeby zielona wyspa przełożyła się na każde pojedyncze gospodarstwo domowe. W końcu kiedyś musimy poczuć jak to jest, bez naruszenia portfela,  wychodzić sobie z całą rodziną na pizzę dwa razy w tygodniu a dzień rozpoczynać w barze z wyśmienitym cappuccino w ręce. Tak jak to było w zwyczaju na Południu jeszcze kilka lat temu.

  • Iczka Skowrońska

    *magnez/magnes? :)

    • no tak, magnez wzmacnia, magnes przyciąga. 😉

  • Włosi chyba już wiedzą, że Polska to nie kraj Trzeciego Świata, ale mowa głównie o tym młodszym pokoleniu lub tych, którzy podróżują, albo chociaż się życiem i światem interesują, a z tym jak wiadomo nie zawsze jest dobrze :-D. Pozdrawiam.