włoski luz

Czy my Polacy jesteśmy spęci?

Nie wiem czy ja jestem standardowym Polakiem ale TAK! Przynajmniej w porównaniu z południowymi Włochami. Doświadczam tego mocno brnąc przez południowo-włoską mentalność. I słyszę to na co dzień. Po co te nerwy? Po co myślenie o tym co będzie kiedyś? Dlaczego nie żyjesz tu i teraz? Carpe Diem!

 

W Polsce luz istnieje tylko na zdjęciach z wakacji i na fejsie

…a poza nimi powraca szarość dnia codziennego. Żyjemy, pracujemy inwestujemy, troszczymy się o przyszłość. Kupujemy mieszkania, zaciągamy kredyty. Kreślimy nasze plany na życie bo to co zdecydujemy jutro przełoży się na to jak będziemy żyć z kilka lat. Studiujemy na potęgę – chyba już wskoczyliśmy na pierwsze miejsce w Europie. Fenomen ludzi wykształconych.

Umawiamy się na spotkania, denerwujemy spóźnieniami, brakiem miejsc do zaparkowania, goni nas czas…

 

A przecież można inaczej!

Jesteś il tecnico bravo i umówiłeś się z klientem na intervento urgente? Mancanza corrente albo kuchenka sta per scoppiare? Najważniejsze to zachować rytm i nie dać się życiu popędzać. A tym bardziej klientom! Jeśli już kapie z sufitu to i tak remont musi zrobić – nieważne czy będziesz godzinę wcześniej czy dwa dni później! Olewactwo – takie słowo nie istnieje!

 

W sumie tego dnia nigdzie ci się nie spieszy, zresztą tak jak każdego innego. Ale po co w sklepie czekać w kolejce kiedy można się przepchać przez całą resztę i bez czekania kolejce płacić wdając się w niespieszną pogawędkę ze sprzedawcą? Wychodząc sprzed sklepu rozgonisz niecierpliwych kierowców, którzy nie wiedzieć czemu są już czerwoni ze złości – przecież parkując samochód na środku drogi zablokowałeś przejazd tylko na pół godziny! I nie chodzi tu o brak szacunku do innych, to jest ta kwintesencja luzu!

 

Samolot leci z  Rzymu, należy więc podjechać pociągiem z Neapolu. Jak zwykle wszystko przygotowane, sprawdzone, zostawiona rezerwa czasu. Tym większym zaskoczeniem jest kiedy pociąg przyjeżdża do Rzymu w godzinę odlotu, a na lotnisku okazuje się, że to nie z tego lotniska jest odlot! Wyjścia nie ma – taksówka na drugą stronę Rzymu nie zrujnuje, hotel przy lotnisku i bilet wykupiony na następny dzień rano również aż tak nie nadszarpnie portfela. Marnotrawstwo? Nie, to przygoda! Będzie co opowiadać w barze – te samoloty latają jak chcą i skąd chcą!

 

W telewizji słyszysz, że ludzie inwestują, spłacają kredyty, motywują dzieci do studiowania, oszczędzają, planują. Po co to wszystko? Czy nie lepiej skupić się na dniu dzisiejszym i przeżyć go jak najlepiej? Kredyt trzeba będzie spłacać, inwestować lepiej nie bo można pieniądze stracić, a studia po co? Oszczędności też nie mają większego sensu – przecież to zamrożona gotówka, którą można by wydać. A kiedy pojawi się problem – wtedy pomyślimy. Beztroska? Carpe Diem!

 

Południowcy potrafią się cieszyć życiem i żyć chwilą. Prawda! Chyba jednak, zgodnie z dobrymi radami lokalnych, trzeba wrzucić na luz. Na duży luz! A wtedy to już tylko z górki!

Jagoda vel „che tedesca che sei!

  • Faktycznie Włosi są bardzo wyluzowani, choć znam i kilku zestresowanych, w tym moją teściową, która wiecznie się martwi, że nie zadowoli świata. Ale to chyba kwestia charakteru, a nie narodowości :).

    • Prawda. Ale muszę powiedzieć, że od otaczających mnie Włochów niejeden może się nauczyć jak żyć na luzie. To się udziela. I po pewnym czasie zaczynasz myśleć: „no właśnie, w sumie co się stanie jak…”?? I okazuje się, że to może nie być koniec świata! 😉

    • Ale może południowcy są jacyś inni 😉