włoska energia

Wchodzisz do znajomego baru na cappuccino. Pogoda pod psem i wszystko jest nie tak. I widzisz uśmiech od ucha do ucha. Come stai?! Tutto posto? Trzeba się od-uśmiechnąć. I właśnie w tym momencie zaczyna się spirala pozytywnego nakręcenia.

Uśmiech wywołuje uśmiech, energia rodzi energię, akcja interakcję. Na tym chyba polega czar południa. Nawet jeśli wszystko jest nie tak, wychodzi się z domu z uśmiechem, żartuje, uśmiecha, przystaje na pogawędkę. Tak trzeba.

Czy jest to sztuczne? W pierwszej minucie może tak ale każda pozytywna energia wraca. A z baru z cappuccino wychodzi się już z uśmiechem bo pozytywne nakręcenie pozostaje choć w części, nawet jeśli z powrotem wychodzi się w deszcz.


 

Włosi są świetnymi aktorami i uśmiechy i żarty mają wyćwiczone.

Znowu wracamy do pytania czy jest to sztuczne?

Nawet jeśli, to jest to świetna terapia wzajemnego pozytywnego nakręcenia. Zamiast odburknąć, idąc po linii humoru pod psem, Włoch włoży uśmiech. I energia do niego wróci. Czy tak nie jest lepiej i milej?

A jeśli do uśmiechu doda pełnię swojej ekspresji w wypowiedziach, gestach, ruchach to energetyczne fluidy do niego powrócą.

Mam wrażenie, że południowcy  poszukują energii płynącej z pozytywnych relacji. W kolejce zagadują, w barze poszukują rozmowy, z sąsiadem pogawędzą. To jest na porządku dziennym. Nie trzeba znać drugiej osoby żeby z nią porozmawiać, pośmiać się, klepnąć po ramieniu.


 

Zupełnie inaczej jest na północy. Klika razy byłam świadkiem nieudanych prób południowców próbujących zagadać w barze, zażartować. Klepać nieznajomych już nie śmieli. 😉 Uśmiechałam się pod nosem widząc jak próby pełzły na niczym. Zagaduje się baristę – zdawkowy uśmiech, rzuca się żart w stronę innych kawoszów – cisza.

Trzeba  dopiero powrócić na południe, żeby znowu być zagadywanym , zaczepianym, klepanym po ramieniu. Tu energia dobrego samopoczucia krąży i nie da się jedynie zdawkowo uśmiechnąć. A kiedy barista zobaczy cię w złym humorze tym piękniejsze serce na piance cappuccino dla ciebie wysmaruje.

I jak tu nie uśmiechać się do południowców? :)


 

Wpis powstał w ramach projektu Alfabet Emigracji współorganizowanego z blogerkami z całego świata. Poczytajcie:

Ola z Texasu – H for Heat

Gabi ze Sztokholmu – H for Hamlet, Helsingborg and Helsingor

Ania z Miami – H jak huragan

Dorot z Wielkiej Brytanii – H jak heca

Karolina z Francji – Historie 

Anna Maria – H jak Haarlem

Ania – H jak Huisarts

Justyna – H jak huśtawka nastrojów

  • Mieszkam, jak wiesz, na północy i nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z każdym Twoim słowem. Liguryjczycy są bardzo zamknięci i jak na Włochów są zwyczajnie zimni, a do obcokrajowców nie mają zaufania (oczywiście pomijam turystów, na których zarabiają). Mieszkam tu cztery lata i moje stosunki z tutejszymi wprawdzie się nieco ociepliły, ale i tak to nadal góra lodowa :).

    • Tak, tak, znam Twoje zdanie o liguryjczykach. To już prawdziwa impertynencja mieć takie piękne morze z ciepłymi powiewami słońca i być takim zimnym. (A przy okazji skąpym. ) 😉 Sabina, może tam trafiłaś, żeby ich po prostu rozruszać?!

      • Ewiczka

        Na południu radośnie, na północy oschle a w środku zależy na kogo trafisz 😉 Perugini, nie należą to najbardziej otwartych na półwyspie, ale na szczęście zdarzają się wyjątki i z niektórymi barmanami można się i zaprzyjaźnić.

        • Ja mam doświadczenie relacji z mieszkańcami z Belluno i okolic czyli Dolomity. Są bardzo wycofani choć mili. Nasza południowo-włoska część rodziny ze swoim iście południowym temperamentem robi między nimi niezłe zamieszanie 😉

  • W Europie tak jest na pewno! :) Może to słońce nastraja na większą wylewność?

  • Włochy Włochy <3 Też miałam to ogromne szczęście mieszkać we Włoszech (wprawdzie na północy) i w pełni się z Tobą zgadzam. Do Włochów się nie da nie uśmiechać, bo oni dzięki swojemu stylowi życia sprawiają, że każdy dzień jest jakby piękniejszy! :)
    Pozdrawiam!

  • Anna Bloch

    Znam włochów zarówno z północy jak i z południa. Uwielbiam ich bez względu na to skąd są ale faktycznie Ci z południa są zdecydowanie bardziej otwarci :) To chyba przez ilość słońca, którą mają w ciągu roku 😀

    • Wiesz, też tak sobie myślę. Cała ich moc i energia tkwi w słońcu!

      • Mieszkam teraz w słonecznej Australii i aż tak tu nie ma 😀 Ale ich zachowanie jak najbardziej na plus :)

  • W takim razie wolę południe Włoch 😉 za to właśnie ten kraj pokochałam – za pozytyw, który, wymuszany bądź nie, dodaje kolorów i uśmiechów do, czasem szarego, życia. Super byłoby, gdyby to się przyjęło nie tylko we Włoszech – również w Polsce!

    • Samonakręcająca się spirala dobrej energii :)

  • będę negatywna – mój Sycylijski chłopak też tak miał – flirty, klepanie się, śmianie, opowieści nie z tej ziemi, zachwyty. Potem, jak tylko szliśmy dalej obgadywanie tych, których przed chwilą klepaliśmy i narzekanie. Nie. Wolę szczerze

    • Również i ja znam wiele takich przypadków. Ludzie są różni i różniaści…

  • Anna

    Całkiem miło iść na cappuccino i w cenie mieć poprawę humoru. Takie rzeczy na południu Florydy się nie dzieją… Ale zawsze jest miejsce na uśmiech :)

  • Wracam do Twojego bloga. Jak co roku, wybieram się do Włoch ponownie już niebawem. A skoro jadę, robię sobie prasówkę! Pozdrawiam!

  • uśmiech jest zaraźliwy – całkowicie się zgadzam. Pozdrawiam x

  • Mi by się przydały takie uśmiechy, energia i serduszka na cappucino! Nienawidzę jesieni…

  • Pingback: H jak heca | Nie zawsze poprawne zapiski Dee()

  • A najgorszy moment to wtedy, gdy z wielodniowego pobytu na Południu trzeba wrócić na Północ i udawać, że to nic 😉 Diametralna różnica!

    • Prawda, północ ma zupełnie inną energię niż południe. :)

  • Pingback: H jak huśtawka nastrojów – Alfabet mojej emigracji |()

  • Pingback: H jak huśtawka nastrojów – Alfabet mojej emigracji | Justa poza granicami()