emigracja

Człowiek zawsze mieszał zupę kręcąc w prawo cztery razy, potem w lewo trzy na koniec stukając warzechą o brzeg  garnka. Aż w końcu ktoś zadał pytanie „ale dlaczego?”.  Człowiek zbity w pantałyku zastanawia się po co pytać o rzecz oczywistą. Po kolejnym pytaniu traci grunt pod nogami: „ale dlaczego zawsze w czerwonym garnku?”. Nokaut następuje przy pytaniu finałowym: „ale dlaczego na pierwsze danie zupa?!”.

Decydując się na emigrację nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele zmian nas czeka. I tylko od nas zależy czy te zmiany przyjmiemy z otwartością czy za wszelką cenę będziemy się starać utrzymać stare, dobre, znane. A zmienia się wszystko” ludzie, którzy nas otaczają, praca, do której być może przywykliśmy, sposób myślenia, przyzwyczajenia.

Raz dwa trzy. Gotowy! (?)

To nic, że zawsze na Pasterkę chodziłeś na Wawel, a każdą niedzielę zaczynałeś od rodzinnej jajecznicy. W nowym środowisku nie będzie już tego co było normą, codziennością i, przy okazji, dawało poczucie stabilności i bezpieczeństwa.

Dlatego przed każdą taką decyzją warto sobie zadać pytanie czy jesteś gotowym na to, co w najbliższym czasie nastąpi – wywrócenie wszystkiego do góry nogami. Minie sporo czasu zanim wszystko co nowe, dziwne i odmienne stanie się normą i normalnością. Minie sporo czasu zanim przywykniesz do nowych twarzy, trochę innego myślenia, „dziwnych” produktów na półce w sklepie, nowej melodii języka. Minie sporo czasu zanim w tym „nowym świecie” odnajdziesz siebie i poczujesz się dobrze i jak u siebie.

Znałam wiele osób, które po studiach wyjechały do pracy. A potem odkreślały smutne buźki. Każda z nim odliczała dzień do powrotu do Polski. Niewielu jest przygotowanych na tak poważne zmiany, które wpisane są w każdy scenariusz emigracji. Potrzeba naprawdę dużej otwartości i mocnego wsparcie miejscowych żeby przejść przez kolejne etapy emigracji w miarę bezboleśnie i szybko.

Człowiek jest takim stworzeniem, że potrafi się przystosować. Pytanie czy chce.  I czy jest otwarty na zmiany, czy wykonuje pracę żeby poznać i zrozumieć .

Można do końca życia chodzić do sklepu pokazując artykuły palcem, a na wywiadówkach dzieci prosić kogoś o tłumaczenie. Ale można popracować nad tym, żeby kiedyś poczuć się komfortowo. Jak się okazuje, po jakimś czasie można NAWET zacząć załapywać lokalne dialekty, które wcale takie proste nie są!

Komfort wyboru

Ciekawe jest to, że dopiero żyjąc z dala od swojego świata przekonujesz się jak bardzo funkcjonowałeś w pewnych schematach, narzuconych formułach, tradycji i wszelkich „normalnościach”, które gdzieś tam daleko już takimi ewidentnymi normalnościami nie są. Dystans przekierowuje myślenie na obiektywne tory. Jest to znakomite doświadczenie kiedy z dystansu i zimnym okiem zaczynasz się zastanawiać nad tym czym żyło się na co dzień i było tak normalne, że oczywiste. Oczywiste więc po co o tym dyskutować? „Tak się robi!”

To trochę jak z przeprowadzką do nowego mieszkania. Kiedy w pierwszy dzień poukładasz  rzeczy w szafkach w określony sposób, jest duże prawdopodobieństwo, że po jakimś czasie tak się do tego przyzwyczaisz, że stanie się to normalnością. Rzadko przychodzi ci do głowy, żeby zupełnie zmieć układ w szafkach albo zamienić sypialnię z gabinetem.

A z drugiej strony, przyjmując nowe, zaczynasz dyskutować z oczywistościami zastanymi w nowych miejscu zamieszkania. I bardziej świadomie dobierasz dla siebie nowości, do których przyjdzie się przyzwyczajać. No właśnie, a dlaczego Włosi jako primo (pierwsze danie) serwują pastę (makaron)? 😉 Nie dla  każdego jest to normalnością – a może czasami na pierwsze można ugotować zupę? Nie ma dyktatu tradycji, więc mogę sobie pozwolić na różne „ektrawagancje”!

dom we włoszech

Zmiany, zmiany, zmiany…

Dołączając do projektu Klubu Polek na Obczyźnie miałam w tym cel. We wstępie ABC Emigracji  pisałam: „Ja właśnie zdecydowałam się dołączyć. Dlaczego? Może i mi w głowie się trochę bardziej poukłada kiedy zrobię sobie w głowie kilka podsumowań.  Rachunek sumienia, analiza SWOT, zwał jak zwał…”

W głowie mi się poukładało. Po niecałych trzech włoskich latach, zdecydowałam się na kolejne zmiany, zmiany, zmiany. Przenoszę swoją główną bazę do Warszawy – tu będą powstawały kolejne rozdziały obserwatore.

Może to dziwnie zabrzmi, ale na Warszawę padło ze względów zawodowych – Polska to naprawdę dobre (lepsze?) miejsce na rozwój profesjonalny. A na blogu nadal będzie włosko bo z Włochami nie kończę, a wręcz przeciwnie! Właśnie klaruje się polsko-włoski projekt, za który trzymam mocno kciuki!

Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być jeszcze lepiej – i temu właśnie służą zmiany. Każdy kolejny krok ma być krokiem do przodu.

Mój cel w perspektywie 5 lat? Dwa domy. Ten w Polsce już stoi od dawna. Ten włoski jest już nie tylko w głowie.  I dlatego musiało przyjść nowe! :)


 

Wpis powstał w ramach projektu Alfabet Emigracji współorganizowanego z blogerkami z całego świata.. Dziś przyszedł czas na literkę Z.

Jako, że każdy z nas ma swój rytm & styl wpisy pojawiają się w kreatywnym harmonogramie. Podrzucam Wam pierwszy z tekstów:

Ola z Teksasu: Z for ZZ Top

  • Anna Corrado

    Prawda, nie każdy jest gotowy na zmiany. Życie na emigracji to ciągła zmiana, dojrzewanie do akceptowania pewnych sytuacji, nowości. Trzeba zdać sobe z tego sprawę jeszcze pezed wyjazdem.

  • Karolina M

    Powodzenia i czekam na ciag dalszy! ☺