Napol transport

Miałam kiedyś klienta z Wielkiej Brytanii. Świetnie nam się rozmawiało, a mi wydawało się, że całkiem nieźle radzę sobie po angielsku. Tak było aż do momentu kiedy pewnego razu przyjechał do Krakowa ze swoją żoną. Rozmowa ze mną przetykana była zdaniami, które wymieniali między sobą.

I nagle język angielski pokazał swoją paletę odcieni a słowa angielskie nagle zlały się w niezrozumiałą melodię. Do wychwycenia były możliwe niektóre słowa, które w określonym kontekście pozwalały się zaledwie domyśleć o czym małżeństwo rozmawia.

To byli Szkoci.

Po przyjeździe do Włoch nie byłam gwiazdą językową ale potrafiłam się porozumieć. Rozumiałam co do mnie mówiono, odpowiadałam (prawdopodobnie) z sensem. Do pewności siebie i swobody komunikacji było mi daleko ale miałam podstawy podejrzewać, że jestem gotowa do rozmowy.

I dokładnie powtórzyła się sytuacja z klientami szkockimi. Nagle język włoski stał się niezrozumiałą melodią słów, gestów i modulacji głosów. I znowu byłam w stanie wychwycić jedynie pojedyncze słowa. Regiony włoskie mają swoje dialekty używane na co dzień. Południe, zwłaszcza okolice Neapolu gdzie zamieszkałam, to już zupełnie inny język.

Potrzebowałam naprawdę sporo czasu, żeby móc zrozumieć lokalnych. Bo tego języka można się uczyć tylko rozmawiając i słuchając. Nie ma kursów dialetto casertano czy napoletano, nie lepiej wygląda sprawa ze słownikami. Musisz po prostu rzucić się na głęboką wodę i kminić na miejscu. Po jakimś czasie z melodii zacznie się wyłaniać coraz więcej słów, które później zaczną tworzyć logiczną całość. Dla wzrokowca to ciężkie zadanie.

I choć podczas spotkań w większym gronie moim stałym tekstem były wtrącenia ”dai, parliamo italiano!”, tak sobie myślę, że w ostatecznym rozrachunku miałam możliwość nauczenia się czegoś, czego w szkole nie nauczą. I kiedy na to wpadłam, odpuściłam. Prawdopodobnie gdybym teraz kontynuowała lekcje w szkole językowej lektorka łapałaby się za głowę jak ja mówię. Bo rzeczywiście, na cena nie pamiętam kiedy powiedziałam „cena” (mówi się cziena!), a zamiast va buova bene.

Wiem, wieśniara ze mnie. Ale co mi tam, bawi mnie to! :) I pewnie dlatego uwielbiam oglądać filmy z Neapolu albo nawiązujące to językowych zawijasów. Oprócz nieśmiertelnego Benvenuti al Sud język okolic Neapolu usłyszycie w wielu innych filmach m.in. Song e Napule, Un boss in salotto czy Gomorra.

Dialekty są tak różne od siebie i od języka włoskiego, że w filmach leci po prostu tłumaczenie (litery). Zresztą sami posłuchajcie. Czy bez czytania napisów zrozumiecie o czym jest rozmowa?

O moim pierwszym kontakcie z językiem, pierwszych zmaganiach i zaskoczeniach pisałam ponad rok temu. Możecie zresztą sami popróbować swoich sił – klikajcie! :)

Benvenuti al Sud! :)


 

Dziś litera „J” czyli zmaganiach językowych i litera „I” – język Południowych Włoch nie mógł mnie nie zainspirować swoją fantazją i ekspresją!

 

A co słychać u dziewczyn tworzących razem ze mną Alfabet Emigracji?

Sylwia – I jak ironia losu. Z dyplomem nada się na kelnerkę?

Anna Maria – I jak Inność

Gabi – I for Internet

Ania – I jak Inaczej

Karolina – I… Introvertie

Justyna – I jak Iced Chocolate

Ola z Texasu – I for Ice Cream

Dorota z Wielkiej Brytanii – I jak I… 

(każdy wpis powstaje w swoim rytmie więc linków przybędzie! )