makaronizmy

Zdaję sobie sprawę, że dziś język włoski czy francuski ustąpił angielskiemu a makaronizmy ustąpiły anglicyzmom korpogadki. Zamiast uprzejmie poprosić o rispostę w najbliższym możliwym terminie domagamy się feedback’u. I to na ASAP bo deadline’y gonią! Przy czym asap czyli as soon as possibile w domyśle jest ASAI czyli as soon as impossible.

Natomiast w języku polskim jest cała masa słów pochodząca z łaciny a używając ich często nie zdajemy sobie sprawy ze źródła zapożyczeń. Pomijając fakt, że cała współczesna Europa i Ameryka używa swoich „rdzennych” słów, które zaskakująco podobnie brzmią ze starą, piękną łaciną. Ot, powyżej zamiast angielskiego possible z rozpędu napisałam z włoska possibile. Włoska „możliwość” czyli possibilita’ w łacinie to possibilitas. „Zbieg okoliczności” jakich wiele.

A skoro już jesteśmy przy słówku possibilita’ zaglądnijmy głębiej w jego łacińskie odpowiedniki:

1 facultas [-atis, f.] – czy dzięki temu możemy wybierać różne fakultety na studiach?
2 possibilitas [-atis, f.]
3 potestas [-atis, f.] – zacytujmy za mistrzem „volere e’ potere” czyli „chcieć to móc”!

[http://www.dizionario-latino.com/dizionario-italiano-latino.php]

 

Zapożyczenia z Włoskiego stały się popularne w Polsce za czasów Stefana Batorego. „Jego iednak czasom przypisują początek już mieszania Łaciny do Polszczyzny. Bo gdy król mniej biegły w Polskim języku, mowę swoję dopełniać musiał wyrazami Łacińskimi, inni czynili to samo przez naśladowanie. A tak powstały makaronizmy, które skaziły czystość języka narodowego, znieważając złem użyciem Łacinę. […] Sam Kochanowski wolał w wierszach makaronicznych niewczesną parać się krotochwilą, niżeli na tę ohydę języka z surową powstać powagą.” 

Historya jezyka lacinskiego w Polsce, 1833, Karol Mecherzyński]

Całkowicie rozumiem problemy lingwistyczne Batorego z Siedmiogrodu i nawet nie pokuszę się wypowiedzieć nazwę miejscowości, w której się urodził: Szilágysomlyó.

Te pochodzące z łaciny wtręty językowe wplatane w zwroty i całe zdania nazywamy (ciekawe dlaczego?) makaronizmami. Miały wzmacniać przekaz i czynić go bardziej zrozumiałym – no, w końcu w tym czasie kiedy zapanowała w Polce moda na łacinę, ta była powszechnie znana w społeczeństwie szlacheckim. Odbiorca lepiej rozumiał rozmówcę słysząc znane, utarte schematy łaciny (zwłaszcza gdy chodziło o terminologię prawniczą, administracyjną, itp.). Odrębną kwestią jest, że dzięki tym łacińskim wstawkom prezentowało się swoją elokwencję i światowe obycie.

Z czasem używanie łacińskich wstawek zaczęło być odbierane jako snobizm i pseudonaukowość. „Dawne makaronizmy w sprawiedliwą już przeszły pogardę, i swem wspomnieniem śmiech wzbudzały, jak w owej Krasickiego uciesznej oracyi wicesgerenta” – pisał Mecherzyński.

Wtórowali mu i inni wielcy tego czasu, m.in Fredro wytykając: „Większą ohydę niż ozdobę Polska wymowa bierze, gdy ją gęstemi Łacińskiej mowy natykają więc słowami, a niżeli kiedyby się swą własną udawała Polskich słów wspaniałością. Weź ieno trochę namysłu przed się: nie tylkoć dostarczy, ale zbywać nadto będzie słów Polskich i wyboru.” (z przedmowy do Przysłów)

Biorę wiec trochę namysłu przed się ale doprawdy ciężko wymyślić mi zamienne polskie słowo do cappuccino, spaghetti albo papamobile. Może jednak jestem snobem!? 

Jedno jest pewne: to nie nasze pokolenie zaczęło „przezywać „Włochów. Przecież już nawet Kochanowski w swoich wierszach makaronicznych niewczesną parał się krotochwilą… :)