bujak_wojtyla_005

W najbliższy czwartek mija rocznica śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II. Już dziesiąta…

 


 

Pamiętam te dni jak dziś. W tym czasie towarzyszyłam jako pilot gospodarzom z Łącka: objeżdżaliśmy przydomowe, acz profesjonalne fabryki przetwórstwa owocowego w Czechach, Austrii, Niemczech. Świetni ludzie, cudowna atmosfera, biesiady przy akordeonie, degustowanie przetworzonych owoców…

Któregoś dnia ochota na biesiadowanie odeszła i wszyscy przykleili się do telefonów nasłuchując wiadomości z Polski. Po dwóch dniach akordeon wylądował na dnie bagażnika i zapanowała cisza…

To miał być mój ostatni wyjazd z grupą. Zaczęłam regularną pracę i za każdym razem kiedy dyrektor słyszał, że przyjmuję zlecenie krzyczał przez cały open space: „Pani Jagodo, żadnego wolnego nie będzie!” Zwykle dawało się dogadać ale na koniec trzeba było się zdecydować.

Tym razem dyrektor nie miał wyboru i tydzień później, 7 kwietnia, dojeżdżałam do Wiecznego Miasta z grupą krakowskich studentów. Trzy autokary dojechały na jeden z doskonale zorganizowanych parkingów w Rzymie około 2 nad ranem. Z drugą pilotką i właścicielem biura zaproponowaliśmy godzinną drzemkę ale, jak można było przewidzieć, prawie nikt nie chciał o tym słyszeć. Całkowicie to rozumiem. Po krótkim spotkaniu organizacyjnym większość siedziała już w podstawionych na parking autobusach. Zostałam z tą grupką, która chciała jednak odpocząć, a zdecydowała się uczestniczyć w ceremonii poza murami Watykanu.

Podjechaliśmy do centrum autobusami patrząc na ulice – całe zaścielone drzemiącymi pielgrzymami.

Poranny Rzym był cichy i spokojny. Z niewielką grupą przechadzaliśmy się pustymi uliczkami Rzymu. Po otwarciu pierwszych barów przysiedliśmy na cappuccino z cornetto czując pierwsze promienie słońca. W końcu doszliśmy do jednego z telebimów. Tu panowała całkowiecie inna atmosfera: oczekiwania. Ludzie spędzili tu noc śpiąc w śpiworach, na karimatach.

Podczas mszy, choć oglądanej z dystansu bo na telebimie, panowało pełne skupienie i czuło się, że wszyscy z pełnym zaangażowaniem uczestniczą w modlitwie. Na miejscu byli również ksieża, którzy rozdawali komunię.

Czas bardzo szczególny, refleksyjny, uroczysty. Pamięta się tą atmosferę i emocje do dziś choć miłęło już dziesięć lat…

I do dziś pamięć o Janie Pawle II żyje – nie tylko w Polsce. We Włoszech nadal wszyscy ciepło wspominają Grande Papa, zdjęcia Karola Wojtyły wiszą w kościołach, domach, restauracjach. Grande Papa, Grande Uomo…


 

Do wpisu dołączyłam zdjęcie z galerii p. Adama Bujaka – autora albumów poświęconych Janowi Pawłowi II, dokumentującego życie Ojca Świętego przez blisko pół wieku.

Projekt Portfolio Polskiej Fotografii.

  • Ewa

    Pamiętam doskonale tamtą atmosferę. Byłam w Rzymie na mszy na Cirkus Maximus.Trudno uwierzyć, że minęło już 10 lat.

    • Atmosfera była niepowtarzalna, podniosła i pełna emocji. Momenty nie do zapomnienia.