Viva la dolce vita

Włochy mają znakomity PR. Cudowna melodia języka włoskiego pieści uszy, wyśmienita kuchnia włoska zaspokaja najbardziej wykwintne podniebienia, a włoskie panoramy, zabytki, słońce, morze, góry i generalnie wszystko jest harmonią cudownych przeżyć.

Planując wyjazd do Włoch widzimy Włochy w różowych kolorach i spodziewamy się, że  oto zaczynają się wakacje przez 365 dni w roku!

Trzeba  jednak już od samego początku powiedzieć sobie jasno i otwarcie: przeprowadzka do innego kraju jest wyjściem ze swojej strefy komfortu i decyzją na podjęcie masy nieprzewidzianych wyzwań, koniecznością wyzwolenia pełnych pokładów swojej kreatywności, otwartości i determinacji do poradzenia sobie z nimi.

Dlatego dziś będzie refleksyjnie: jak przeżyć!? Kilka wskazówek skupiających się na najczęstszych błędach popełnianych przez przyjezdnych.

 

POSTAWA WYCOFANA

Nieznajomość nowego miejsca i języka często sprawia, że przyjmuje się postawę obserwującego, limitujemy słowa, rezygnujemy. Na początku jest to zrozumiałe.

Zwłaszcza we Włoszech, kiedy każdy mówi w swoich dialektach i do tego szybko.

Zwłaszcza we Włoszech gdzie mówi się podniesionym  głosem pełnym ekspresji i bez oczekiwania na twoją odpowiedź.

Zwłaszcza we Włoszech gdzie ludzie są przebojowi, pewni siebie i ofensywni.

Zwłaszcza we Włoszech gdzie nawet prawie-nieznajomi zaczynają cię klepać po ramieniu całować na powitanie i rozmawiać z tobą z odległości 10 cm.

Twoja pewność siebie w takiej sytuacji się chwieje. Nie danie przyzwolenia na zostanie zepchniętym na pozycję defensywną jest nie lada wyzwaniem . Walcz! :)

 

IZOLOWANIE SIĘ

Dzisiaj bardzo łatwo jest podtrzymywać kontakty ze swoimi bliskimi w Polsce – skype, telefon. Tym łatwiej, że rozmawiasz w swoim języku, nie musisz się wysilać językowo. Zawsze to co chcesz przekazać zostanie właściwie odebrane, a żart będzie zrozumiany.

Jednak, zwłaszcza we Włoszech, liczą się kontakty. Ludzie z okolicy, z pracy, z fitness’u chcą cię znać i liczą, że z nimi porozmawiasz, że napijecie się niezobowiązujące caffè przy barze. Nie wynika nic dobrego z bycia anonimowym odludkiem!

 

TRZYMANIE SIĘ TYLKO „SWOICH”

Łatwo jest nawiązać kontakt z kimś kto znalazł się w podobnej do ciebie sytuacji. Pojawia się długa lista tematów, wymiany spostrzeżeń, komentarzy i wspomnień. Super. Ale trzeba zachować równowagę – nie można wybierać tylko znajomych polskojęzycznych mieszkając we Włoszech. Dlaczego?

Bo integracja jest bardzo ważna. Nie tylko żeby poćwiczyć język i zaczerpnąć informacje ale także żeby poznać lokalną społeczność, ich mentalność, kulturę i  motywy pewnych zachowań. Włosi są jacyś inni, ja wiem. Ale tym bardziej mnie ciekawią – na przykład dlaczego dla wielu Mussolini jest bohaterem a Garibaldi najeźdźcą…

 

NIE SZLIFOWANIE  JĘZYKA

To mocno wiąże się z dwoma powyższymi punktami. Trzymanie się „swoich” w obcym kraju albo w Polsce przez łącza oznacza rozmowę w ojczystym języku. I tak, z tego co zaobserwowałam, Polacy mówią świetnie po włosku na tle innych narodowości. Jesteśmy ambitni!

No, może i prowadzenie bloga w języku polskim też jest pewnego rodzaju trzymaniem się swojej strefy językowego komfortu;) Może kiedyś pojawią się i włoskie wpisy! Dojrzewam. :) A na razie dwujęzykowe wpisy możecie przeczytać np. u Ani.

ZBYTNIE UZALEŻNIENIE SIĘ OD PARTNERA DOC*

Jeśli masz włoskiego partnera można pomyśleć, że masz już z górki. 100%-owa integracja z lokalnymi gwarantowana – począwszy od mammy, poprzez innych członków rodziny, a skończywszy na przyjaciołach, mechanikach, baristach. To może być jednak pułapką: życia życiem partnera a koniec końców przytłaczającego poczucia uzależnienia.

Koniecznie trzeba coś robić na własną rękę samemu albo z lokalnymi przyjaciółmi, choć często może się to spotkać z lamentami drugiej połówki (często zaborczej – w końcu to Włoch).

*oczywiście DOC  z przymrużeniem oka: tak się mówi na żywność  oryginalnie pochodzącą z jakiegoś miejsca (Denominazione di origine controllata) ale Włosi lubią nawiązywać do jedzenia w każdym kontekście! 😉

 

CIĄGŁE PORÓWNYWANIE

Pewnie, że można a nawet trzeba porównywać. Ale zbyt częste, wręcz natrętne porównywanie, zaczyna męczyć bliskich ci Włochów i samego ciebie. Tu jest tak, w Polsce inaczej. Lepiej zaprosić bliskich do Polski – tu zobaczą wszystko na swoje oczy!

 

NIEKOŃCZĄCE SIĘ DYSKUSJE O BIEDNEJ POLSCE

Na początku mówiłam, tłumaczyłam, przekonywałam. Potem machnęłam ręką. Włosi zawsze będą przekonani, że Polacy przyjeżdżają do Włoch by znaleźć tu raj na ziemi uciekając z szarej, biednej Polski. Nie trafiają do nich słowa, że poziom i jakość życia w dużych polskich miastach jest wyższy niż na południu. Nie tylko pod względem finansowym. Chyba po prostu lepiej się uśmiechnąć i odpuścić.

Koniec końców mogą się poczuć celowo obrażani słowami, że gdzieś żyje się o niebo lepiej niż w ich ukochanym, najlepszym na świecie Neapolu. (Co nie przeszkadza im długie godziny narzekać na zaśmiecone miasto, poważne problemy ze znalezieniem pracy, kryzys, wysoką przestępczość itd).

 

OGÓLNIE PRZECZULENIE NA TEMAT POLSKI

Trzeba wiedzieć, że we Włoszech jest masa imigrantów o każdym kolorze skóry. Trzeba też, choć częściowo, starać się zrozumieć, że napływ imigrantów ma szereg konsekwencji, również negatywnych. Dlatego Włosi są raczej nieufni w stosunku do stranieri, zwłaszcza tych słabiej zintegrowanych.

Choć większość pracujących tu przez lata Polaków z południa Włoch już wyjechała (podniósł się poziom życia w Polsce a jednocześnie południe zostało bardzo mocno dotknięte kryzysem), do tej pory pozostał stereotyp Polaka wykonującego najprostsze, słabo płatne prace. Brudno w domu? Musze wziąć jakąś Polkę (w domyślę panią sprzątającą). Stereotypy zmieniają się powoli.

Trzeba po prostu umieć nabrać dystansu i być dobrym ambasadorem Polski kulturalnej, wykształconej i z klasą.

 

BRAK PRZEBOJOWOŚCI W DOCHODZENIU SWOICH PRAW

Włosi są kreatywni. Niestety również w urzędach, bankach i trybunałach. Przepisy unijne czy włoskie dla wielu są jedynie sugestią a samo ich respektowanie zależy już tylko od dobrej woli i chęci urzędnika. Często dochodzenie swoich praw kończy się wmawianiem ci, że „nie rozumiesz bo nie jesteś stąd” albo „przyjechałeś, respektuj nasze przepisy”. Przepisy, o których respektowanie właśnie się domagasz,  a właśnie właśnie przez włoskiego urzędnika są łamane…

 

NIEDOSZACOWANIE KOSZTÓW UTRZYMANIA

Włochy są drogie. Najdroższa benzyna (1,6-1,8eur) i autostrady w Europie, drogi czynsz (za pokój nawet 400eur we Florencji, 500 w Mediolanie itd.) i opłaty za mieszkanie (włączenie kaloryferów w zimie = około 100-150eur na miesiąc za gaz), masakrycznie drogie ubezpieczenie samochodu (w zależności od regionu, nawet 1200eur) powodują, że koszty stałe zjadają gro twoich zarobków. Skalkuluj realną wartość pieniądza!

 


Nie da się uniknąć błędów popełnianych po zamieszkaniu we Włoszech, zawsze dochodzi do konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością. Pewnie i Wy, jeśli mieszkaliście gdzieś za granicą macie sporo przemyśleń na ten temat. Chcecie coś dodać od siebie w oparciu o swoje doświadczenia życia na emigracji? Zapraszam! :)

 

  • Wiesz co, pierwsze trzy punkty są jak najbardziej trafne, ale nie dotyczą mnie, tylko Włochów tutaj, bo niestety to oni trzymają się swoich i się izolują. O Polsce zaś nie lubię rozmawiać (raz na ruski rok mi się zdarzy), bo w przekonaniu większości zatrzymaliśmy się na etapie komunizmu :).

    • Północ jest nieco bardziej zamknięta, to fakt. Ale za to, mam wrażenie, bardziej świadoma zmian w Europie i Polsce. Na południu opowieści o tym, że w Polsce dobrze się mieszka witane są z niedowierzaniem. „To dlaczego tylu Was tu przyjeżdża?” „A to pokaż mi Polaków. Byli ale wyjechali. Dziś ich prace wykonują Albańczycy, Bułgarzy, Ukraińcy, ciemnoskórzy…” Potakują, przyznają rację ale nadal mają przed oczami Polskę z dawnych lat.

      • Na północy jest podobnie :). Wiesz ile razy musiałam tłumaczyć, że i u nas dobrobyt i kapitalizm jest, w sensie, że centra handlowe, można kupić wszystko i już nie ma pustek w sklepach :).

        • A jednak. Mi się wydawało, że z północy już wyjeżdżają za granicę i znają Polskę z autopsji albo z opowieści znajomych, którzy tu byli. Czyli wiele pracy jeszcze przed nami… 😉

          • Wiele, przyznam Ci, że kiedy mój wtedy jeszcze nie mąż przyleciał po raz pierwszy do mnie, był naprawdę zaskoczony tym, co widział, a już na widok IKEI otworzył usta ze zdumienia :).

          • Świetne! :) Ikea jako szczyt rozwoju gospodarczego. 😉 Ale wiesz, ja podobne historie miałam. Goście z Włoch patrzą, oceniają, zaglądają, podpytują. W końcu stwierdzają: w sumie to moglibyśmy tu zamieszkać bo nadspodziewanie fajnie jest. Ja już się cieszę ale zaraz dodają: gdyby tylko zarobki wyższe były…

          • Mój mąż nie miałby nic przeciwko temu, aby zamieszkać w Polsce, nawet kosztem niższych zarobków :).

          • O, może w przyszłości? Czemu nie? Posiadać dom letni w Polsce i dom zimowy we Włoszech to mój cel do realizacji :)

          • Tarheel Moni

            Tak, cudnie byloby. Tylko brakuje pieniedzy, zeby to kupic.

          • Marzenia są po to by je realizować :)

          • Asia

            No niestety teksty w stylu „mógłbym mieszkać w Polsce z włoską pensją” słyszałam nie raz. Ja też bym mogła mieszkać na Ukrainie z polską pensją… 😉
            Ale mam też coraz więcej znajomych Włochów po studiach, znających języki, którzy właśnie w Polsce znajdują pracę. Ogólnie nie spotkałam jeszcze żadnego obcokrajowca, któremu by się u nas nie podobało. 😀

  • A, jeszcze mi się przypomniało- każdy pyta, czy u nas jest euro i kiedy słyszą, że nie, to mówią „szczęściarze” :).

    • Tak, masz rację, Sabina, Włosi lubią narzekać na Unię i euro. Każdy, słowem każdy, kogo poznałam wypowiada się negatywnie o UE. Podejrzewam, że dopóki było ok Włosi byli zadowoleni a kiedy przyszedł kryzys zaczęli głośno krytykować Unię. I politykę dopłacania z „ich” portfelom krajom biedniejszym – m.in. Polsce.

  • Ciekawy wpis ale te punkty są już jakieś mi obce… chyba już mnie tak bardzo nie dotyczą… :) Wiesz Jagoda? Z tego wpisu mógłby powstać ciekawy projekt :)

    • Jak to Cię już nie dotyczą? Aneta, zabiłaś mi klina!

      • Hihi, spokojnie to taki naturalny proces. Na pewno w pierwszysch latach mojego pobytu tutaj utożsamiać się mogłam z tymi punktami ale po 13 latach „wypracowałam” w sobie już pewne postawy :) A najzabawniejsze jest to, że we Włoszech nadal jestem tylko Polką ale za to w Polsce już dla niektórych Włoszką :) „Podwójnie nieobecna” Ot taki paradoks :)

        • Już 13 lat!!!?? Szmat czasu. Jesteś po prostu Europejką. Ot co! 😉

        • To też kwestia czasu, ale i osobowości. Ja jak tylko przekraczam włoską granicę, zmieniam się nie do poznania. Zawód pilota mnie tego nauczył. Przebojowości, głośnego mówienia, gestykulowania, gdzie już nikt nie słucha i pewności tego, kim się jest i co się chce osiągnąć. Ten włoski gen bywa zaraźliwy, ale nie dla wszystkich w tym samym czasie.
          Aneta, gdzie mieszkasz? Przeprowadzałaś się czy 13 lat w jednym miejscu? :)

          • Aniu, powiedzmy, że 13 lat w jednym regionie – Kalabria – ale zmieniałam miejscowości. I pomimo tego, że nie były one oddalone od siebie kilometrowo, to stylem życia bardzo. Takie są uroki tego mało znanego regionu.

  • Ewiczka

    Nasi włoscy znajomi, po raz pierwszy do Polski zawitali na nasze wesele. Do tej pory wspominają, nie tylko samą zabawę, ale i Polaków (ich otwartość), piękno krajobrazu, społeczeństwo. Sama pamiętam jak kilka lat temu, znajomy zabrał mnie do centrum handlowego, które miało na mnie wywołać efekt ”wow” i jego szok gdy zapytałam ”a więcej pięter nie ma?”

    Rodzina męża sama podpytuje, jak w Polsce jest…ciągną za jezyk więc odpowiadam. Z resztą mąż Polskę wychwala na każdym kroku, choć zamieszkać by tam nie chciał, głównie ze względu na język i klimat.

    Spotkałam się jednak z czymś nieco dla mnie przykrym. Usłyszałam razu pewnego, że 300 euro za wycieczkę do Krakowa to bym nie dała, ale 400 za Paryż owszem. Tak jakby to była druga kategoria.

    p.s. Ach ta kreatywność urzędnków 😀

    • Ewa, cudnie, że mieliście ślub w Polsce. Pewnie dla znacznej części Twojej włoskiej rodziny to była jedyna sposobność, żeby lepiej poznać Polskę i się nią zaskoczyć. Widzę, że też Tobie próbowano pokazać jak wygląda zachód. 😉 Oj, stereotypy zmieniają się wooolno…!

  • Prawda, zwłaszcza na północy i w większych miastach ceny są astronomiczne jak na nasze portfele. Ale z drugiej strony na południu wynajmie się już mieszkanie 110 m kw. za 300 euro. Do tego z widokiem na Wezuwiusza z jednego tarasu i na pałac w Casercie z drugiego ;).

    • zlotaproporcja.pl

      Jak sama wiesz ceny na Północy i Południu to dwie różne bajki :) Spędziłam też dwa miesiące w Reggio di Calabria na Universita per Stranieri i tam płaciłam za pokój 100 euro za miesiąc, w Bolonii za tyle wynajmiesz pewnie tylko piwnicę…

  • KamKam Visuals

    Mieszkałam kiedyś w Mediolanie. Po miesiącu nowi znajomi pytali mnie, czemu jeszcze nie mówię po włosku 😉 Co do PR to się zgodzę – szczególnie po książce/filmie „Jedz, módl się, kochaj” trudno byłoby znaleźć osobę, która choć przez chwilę nie chciałaby tam pożyć.

    • Akurat mnie „Jedz, módl się, kochaj” nie przekonało ani trochę. Na szczęście całą „włoską” część filmu odebrałam z przymrużeniem oka 😉

      • Ja ogladałam tylko film, książki nie czytałam. I szczerze bawią mnie informacje gdzie jest najlepsza pizza bo tam właśnie jadła Julia Roberts w „Jedz, módl się, kochaj”. :) Ale film przyjemny – łatwy i lekki. :)

        • Zwłaszcza, gdy się do akcji włącza Javier Bardem, wtedy już nawet czasu na Julię nie szkoda 😉

    • Przecież włoski jest taki prosty… 😉

  • I to na Północy! Ho, ho :)

  • Mnie też kilka osób zaskoczyło takim stwierdzeniem. Oczywiście przytaknęłam. Opinie jak widać są skrajne – od lepianek po Eldorado. Może to jaskółki zmian w stereotypowym myśleniu Włochów. :)

  • lucek

    Podziwiam was wszystkich. Mieszkanie za granicą sięga dalej niż moja wyobraźnia; )

    • Ja również podziwiam wszystkich, którzy podjęli tą decyzję zwłaszcza kiedy nie jechali do kogoś”swojego” a rzucili się po prostu na głęboką wodę. Ja miałam ułatwione zadanie bo przyjechałam do miejscowych Włochów. :)

  • Mieszkałam we Włoszech tylko przez chwilkę, ale w sumie wszystko to, co napisałaś, możena odnieść też do Francji, chociaż… Włosi chyba jednak są bardziej otwarci wręcz oczekują, że do nich wyjdziesz ze skorupy, Francuzom wszystko jedno. Pyszne jedzenie włoskie ma jedną wadę, tuczy! A język… ja go kocham, mój ślubny nie znosi 😉

    • Włosi południowi są otwarci. Ci z północy są bardziej obojętni i zamknięci. Pewnie są bliżsi Francuzom.

  • Pingback: Blogi o Włoszech - podsumowanie 2015 roku. - Primo CappuccinoPrimo Cappuccino - Blog pilota wycieczek: o Włoszech, Slow Life i dobrej kawie.()