organizacja wyjazdu

Pozostać w łączności ze światem poza granicami Polski jest komfortem nie do przecenienia. Dzięki temu możemy właściwe zaplanować (albo do-planować) podróży już podczas wyjazdu i  szybko zareagować na niezaplanowane sytuacje. Poniżej podsuwam Wam kilka wskazówek jak zadbać o sprawnie działający PC i telefon w podróży: roaming, koszty, alternatywy, narzędzia.

Unia Europejska już od kilku lat dąży do zniesienia opłat roamingowych na terenie Unii. To oznaczałoby dla podróżujących możliwość korzystania z telefonu w UE na takich samych warunkach jak w Polsce  – zgodnie z wybranym pakietem. Co ważne, dotyczy to również i mobilnego Internetu dającego pełną swobodę połączeń w podróży. Jeszcze w zeszłym roku przebąkiwano o lipcu 2015 jako dacie zniesienia roamingu, teraz wskazuje się 15 grudnia 2015. Trzymamy kciuki! [dopisek 1.06: Państwa członkowskie Unii niestety przegłosowały wstrzmanie prac nad zniesieniem opłat z roamingu pomimo, ze Parlament Europejski w 2013 roku postawił to sobie za cel. I dlatego możemy się spodziewać uchylenia opłat najwcześniej w 2018 roku…]

Be connected – koszty połączeń z Włoch

W ostatnich latach konsekwentnie co kilka miesięcy stawki połączeń w roamingu są obniżane. Na dzień dzisiejszy (styczeń 2015) w Unii czyli we Włoszech zapłacisz:

– 0,97zł/ min za połączenie wykonane

– 0,25zł/ min za SMS

– 0,31zł/ min za połączenie odebrane

– 1,02PLN/ MB – GPRS

– 1,02PLN za wysłanie MMS.

To są stawki roamingu czyli przy korzystaniu z telefonu do transmisji danych w sieci komórkowej, która nie należy do Waszego operatora. Natomiast jeśli organizując wyjazd zadzwonicie z Polski na numer włoski, będzie już inna stawka – mój operator kasuje 2,67zł/min (!).

Jeśli podróżujecie często warto wykupić abonament, który w pakiecie ma darmowe minuty. Przykładowo Orange daje  400 minut na połączenia odebrane i wychodzące. Jeszcze w lipcu 2014 to była najsensowniejsza oferta ale w ostatnich miesiącach wszystkie sieci się uaktywniły na polu roamingowym więc trzeba po prostu trzymać rękę na pulsie.

Inną opcją jest dokupowanie pakietów wyjazdowych znacząco obniżających koszty połączeń. Np. w T-mobile dokupienie 30min/9zł daje obniżkę kosztu rozmowy trzykrotną (możliwość trzykrotnego wykorzystania w okresie rozliczeniowym), Orange proponuje opcję STREFA1. Przed wyjazdem warto wejść na stronę swojego operatora, zalogować się ze swoim numerem  i na bieżąco kontrolować możliwości w ramach pakietu. Wiem, że powitalne SMSy z informacją o kosztach połączeń i z zachęceniem do kupienia dodatkowego pakietu niektórzy traktują jako spam ale, wierzcie mi, to się opłaca. Tylko zróbcie to online czyli bezpłatnie (SMS aktywujący zwykle kosztuje).

Be connected – alternatywa

Alternatywą dla polskiego telefonu jest kupienie miejscowej karty. We Włoszech mamy 4 operatorów:  Wind, Tim, Vodafone i 3ITA (Tre). To wymaga jednak pewnej gimnastyki ponieważ zwykle przy zakupie karty proszą o Codice Fiscale czyli nasz NIPo-PESEL, którego oczywiście się nie ma (no, chyba, że się go ma bo można go dostać od ręki w Agenzia delle Entrate bez konieczności bycia zameldowanym we Włoszech). Czasem jednak nie pytają i spokojnie można kupić kartę włoską. Trzeba skalkulować koszt bo choć z jednej strony za rozmowy na terenie Włoch będzie się płacić mniej, to jednak należy dodać koszt starteru na dzień dobry.

Przy 3 ITA (TRE) zwróćcie uwagę, że musicie mieć telefon z 3G – sieć nie ma opcji wyboru 2G.

Karty „dobija się” (ricarica telefonica) online ze strony sieci albo w Tabaccheria’ch. Nie wszystkich ale w większości – tych, gdzie jest napisane, że można doładować kartę.

Przed kombinacjami z przekładaniem kart sprawdźcie czy na pewno nie macie przypadkiem blokady SIM.

Prawdopodobnie dla większości z Was „oczywistą oczywistością” jest, że dzwonienie do kogoś z Polski na polski numer jest zawsze w cenie połączenia lokalnego. Nie ważne czy osoba, do której dzwonisz jest we Włoszech, Chinach czy na Bali. Ja z uporem maniaka powtarzam to większości osób, które do mnie dzwonią choć i tak spora część rozmówców ma obawy. Jeśli jestem za granicą za rozmowę PŁACĘ TYLKO JA!

Be connected – Internet

I tu dochodzimy do punktu dlaczego warto mieć miejscową kartę nawet jeśli nie dzwonimy lokalnie. Jeśli włóczymy się poza szlakami, a przy okazji korygujemy plan na bieżąco poza miejscami noclegowymi, nie zawsze mamy dostęp do Internetu. I pomimo, że minut włoskich z włoskiej karty nie wykorzystamy, MB na pewno. Doładowanie karty z 2GB a nawet 1GB na transfer danych spokojnie wystarcza na serfowanie (jeśli tylko nie oglądamy filmów online i nie ściągamy ciężkich plików). Wiele sieci kusi nieograniczonym transferem ale praktycznie wszystkie, gdzie pytaliśmy, przyznają, że prędkość połącznia po wykorzystaniu 2 GB spada tak, że można uznać 2GB za górny limit. Oczywiście wielkości te się zmieniają.

Kolejny haczyk to skonstruowanie umów. Często jest tak, że w pakiecie za np. 10euro masz 2GB Internetu ale w rozłożeniu cotygodniowo po 500MB.

Chyba w żadnym innym kraju co we Włoszech nie spędziłam tylu godzin wieczornych w okolicach recepcji. Oczywiście WI-FI jest ale często „nie dochodzi” do pokoju. Jeśli jest możliwość dopisania wymagań dodatkowych przy rezerwacji pokoju dopiszcie, że chcecie pokój bliżej routera. Albo na miejscu dopytajcie czy pokój nie jest gdzieś na strychu za pięcioma zakrętami.

Be connected – zadbaj o działający sprzęt

Przed podróżą dobrze zaopatrzyć się w zewnętrzny akumulator – POWER BANK czyli po polsku bank energii. A jeszcze prościej jest to zewnętrzna ładowarka. Wystarczy naładować wcześniej tak  jak ładuje się telefon a potem, kiedy laptop albo telefon jest na wyładowaniu, po prostu podpinamy do naszej przenośnej ładowarki. Proste i genialne.

Ja mam taki oto piękny odblaskowy (a do tego za breloczek może służyć).

power bank
power bank – wejścia
power bank
power bank

 

 

 

 

 

 

 

 

Absolutnym must have w każdej podróży jest również ładowarka samochodowa (wciskana do zapalniczki). Jeśli włączycie nawigację na smartfonie, bez ładowania, po kilku godzinach telefon wam padnie. Nie ważne jaką pojemność będzie mieć bateria.

Be connected – zadbaj o miejsce na karcie

Samo zrobienie kilku filmików i zdjęć (nie zawsze się ma pod ręką aparat) może zająć całą pamięć telefonu. Dodatkowo ściągnięcie mapy kraju lub regionu do nawigacji zajmuje około 500/700MB. Biorąc pod uwagę, że pamięć telefonu wynosi kilka GB (w moim przypadku 2,14GB i 5,37GB) można skutecznie zapchać i zawiesić system. Karta micoSD, nawet mniejsza kilkugigowa, jest więc bardzo cenna w każdej podróży. A przy okazji jest zewnętrznym przenośnym dyskiem.

Jesli macie jakieś podpowiedzi albo komentarze piszcie śmiało! :) Wasza wiedza może się przydać wszystkim ciekawym świata.

  • Zmartwiłaś nas tym updatem o zrezygnowaniu z dążenia do zniesienia opłat za roaming. Już kilka razy przesuwano daty wprowadzenia tego pomysłu. Ciekawe czy to naciski operatorów czy jakieś inne przyczyny?

  • Bardzo wygodna opcja dla podróżników to telefon z dual sim. My takich używamy i jak jesteśmy gdzieś dłużej, kupujemy miejscową kartę i wsadzamy ją do drugiego slotu. W ten sposób mając tylko jeden telefon, możemy obsługiwać jednocześnie polską i zagraniczną sieć.

    • Natalia, prawda, to też jest opcja.

      My też mieliśmy w jednym telefonie dual sim. Ale obawiałam się przełączania kart. W sensie, że np. omyłkowo zapuszczę internet na polskiej karcie zamiast na lokalnej. I ostatecznie dwa telefony zawszę wożę. Plus jest też taki, że na polskim telefonie otwieram nawigację oszczędzając baterię na lokalnej, z której dzwonię. Minus, że telefony dwa a i tak mamy zwykle power bank albo samochód w pobliżu.

  • Power bank to dar niebios, który nieraz już ratował mi życie. Kupiłam takie cudo kilka lat temu w Japonii i jest niezniszczalne, a jeszcze potrafi naładować kilkakrotnie telefon. Tak sobie czytam porównania tych kart i uświadamiam sobie, że żyję bez telefonu już dwa tygodnie (w Korei Północnej bynajmniej nie można sobie ot tak kupić karty sim) 😀 Ach ta Europa!

    • A tak… :) Rzeczywście Ty balujesz w Korei Północnej. Czekam na Twoje dalsze relacje. A jak z internetem? Jest dostęp bez problemu? Mając doświadczenie z internetem chińskim podejrzewam, że w Korei, po cenzurze, pozostaje jedynie jakiś wąski wybór stron…

      • Internet mam na placówce, ale po za tym to totalna posucha, od miesiąca żyję bez smartfona i czuję się trochę, jak bez ręki 😀

        • Najważniejsze, że internet jest. Jakiś kontakt z Ziemią zachowany :)

  • Z tym WiFi przy recepcji to niestety prawda, dodatkowo może wolno chodzić Internet w pewnych godzinach, bo nagle wszyscy są na łączach :-D.

  • Tu Bywalcy

    Przydatne rady. Szkoda, że już po włoskim urlopie się załapałem. Będzie trzeba przy okazji innych wyjazdów posprawdzać to i owo :)

  • Cromania_pl

    My też mielismy kilka razy problemy z wifi na recepcji, szczegolnie wieczorami, gdzie wszyscy masowo siedzieli na laczach :) Wozimy zawsze ze soba dysk i zgrywamy zdjecia, bo niestety mielismy raz duzy problem ze zdjeciami w Dublinie…cale szczescie udalo się je odzyskac, ale od tej pory…zabezpieczamy się :)

    • O tak, dysk zewnętrzny warto mieć. Przezorny zawsze zabezpieczony 😉

  • Ja właśnie wróciłem z Niemiec, gdzie zachciało mi się na imprezie puścić dwa kawałki z youtube na moim polskim 3G komórkowym. Piosenki te kosztowały mnie 90 złotych :) Za głupotę (szczególnie pod wpływem), niestety się płaci! 😉

    • Oj, to boli. Pod wpływem lepiej nie zapuszczać internetu za granicą, mogą wyjść kwiatki.