Piazza Maggiore

Bolonia jest takim miejscem, do którego zawsze jest po drodze.

Miasto jest takim Symferopolem Krymu: po prostu się przez nie przejeżdża. Wystarczy popatrzyc na mapę Włoch: czy się chce pojechać wzdłuż Adriatyku A13-tką czy przejechać A1 do Florencji Rzymu, Neapolu  i na zachodnie wybrzeże zwykle staje ono na drodze.  Jest bramą na Południe ale zarazem fantastycznym miejscem postoju.

Rzeczywiście, również i ja takim sposobem znalazłam się kilka razy w Bolonii przelatując do Neapolu czy Toskanii. Jadąc z południa Polski Bolonia jest dokładnie w tym miejscu gdzie zaczyna się myśleć o noclegu i chciałoby się wyciągnąć nogi podczas spaceru do jakiejś miłej trattorii. A, że zwykle już w trasie, w zależności od warunków drogowych, typujemy sobie miejsce noclegowe Bolonia jest świetnym miastem z uwagi na szeroki wybór miejsc noclegowych. Przeglądamy oferty z booking.com a potem albo bezpośrednio dzwonimy do hotelu dostając ceny takie jak na stronie albo rezerwujemy od razu przez booking.com ponieważ bez problemu przyjmowane są rezerwacje zrobione tego samego dnia. To oczywiście nie zmienia faktu, że lubimy też spać po wioskach i małych uroczych miasteczkach. :)

dachy Bolonii
dachy Bolonii

Innym magnesem przyciągającym turystów są stosunkowo tanie loty. Odkąd pamiętam loty do Bolonii należały do najniższych w całych Włoszech. Tak jest i dziś pomimo, że Wizzair rozpycha się mocno łokciami i wprowadza wcoraz to nowe połączenia w naprawdę konkurencyjnych cenach. Magda z Italia poza szlakiem zrobiła ostatnio przegląd tanich linii do Włoch i potwierdza się, że najtaniej leci się właśnie do Bolonii – z Katowic nawet za 39zł.

Poza świetnym skomunikowaniem i przelotówkami Bolonia jest również miejscem docelowym i dla wielu turystów i studentów. Koniec końców to miasto uniwersyteckie słynące z najstarszego uniwersytetu w Europie! Docelowo podróżują tu również ci będący w „viaggi d’affari”. I właśnie ja taką przyjemność miałam i tak miasto wielokrotnie odwiedziałam. Nie, nie jestem specjalistką od motoryzacji co podpowiada pierwsze skojarzenie. :) W okolicy Bolonii jest jeden z największych ośrodków sprzedaży hurtowej we Włoszech, a słynący między innymi z marek pronto moda czyli Centergross.

podcienia w Bolonii
podcienia w Bolonii

Dlatego też miasto znam bardziej z perspektywy wysokiego obcasu i dobrego jedzenia. A, prawdę powiedziawszy, pewnego razu buty na obcasie mnie tak poharatały w drodze powrotnej do hotelu, że miałam też okazję zwiedzać miasto gołą stopą czując ciepło nagrzanego bruku. Na szczęście był to sierpień co oznacza, że miasto (poza turystycznym centrum) było totalnie puste i szpilki w ręku nie robiły zbytniej sensacji na wyludnionych ulicach. Ostatecznie taksówki i komunikacja publiczna była ale tak miło się spacerowało… :) Od tego czasu balerinki w torebce stały się absolutnym must have każdego wyjazdu.

Moja Bolonia

Bolonię kojarzę przede wszystkim z włóczeniem się bez celu. Zwykle, wcześniej czy później, zahaczy się o Piazza Maggiore ale zwykle jest to miejsce, przez które się przechodzi. Przez sporą część roku odstrasza gorącem kamieni i otaczających go budynków, a poza tym zwykle jest tłoczne. A tego nie lubimy. Dlatego pierwszym skojarzeniem z Bolonią są ulice z ciągnącymi się wzdłuż nich podcieniami. Z jednej strony osłaniają od słońca, z drugiej pozwalają pozostawić parasole w domu. W tych podcieniach rozsiadły się stoliki restauracji i kawiarni.

Drugim moim skojarzeniem z Bolonią są dwie wieże placu Porta Ravegnana. Niższa, Garisenda, jest dość mocno nachylona podczas gdy druga, stojąca obok Torre degli Asinelii, wyznacza pion jeszcze uwypuklając skoślawienie tej pierwszej i wysyłając do oślej ławki konstruktorów. Jak by to było: banco degli Asinelli? 😉  Z wysokości 100 metrów rozpościera się naprawdę fantastyczny widok na miasto. Jeśli ktoś zastanawia się dlaczego na Bolonię mówi się „la rossa”, spoglądając z wieży nie będzie już mieć żadnej wątpliwości.

Bolonia z góry
Bolonia rossa

Bardzo możliwe, że i wy po wizycie w Bolonii będziecie mieć kolejne skojarzenie – strajki. Za pierwszym razem przechodzący po ulicach miasta strajkujący pracownicy byli swego rodzaju atrakcją turystyczną. Gorzej było kolejnym razem – autobusy miejskie do godziny 15:00 po prostu nie kursowały i już. Tym razem już się nie zdecydowałam na wędrówki po Bolonii na bosaka i grzecznie zaszyłam się w pobliskiej osterii.

Teraz może was zaskoczę – jeśli chcecie znaleźć się w jakimś mieście duchów, jednym z wielu we Włoszech, wystarczy przyjechać do Bolonii. Puste ulice, pozamykane restauracje, sklepy i wszystko co się da. Zamknięta jest nawet spora część barów – rzecz wydawać by się mogło nie do pomyślenia. To nie żart: wystarczy przyjechać do Bolonii w okresie Ferragosto i wyjść poza ścisłe centrum miasta. Wtedy generalnie wszyscy mają wakacje i uciekają nad morze. A, że Bolonia ma niedaleko dwa – Adriatyk na wschodzie i Tyrreńskie na zachodzie bolończycy nie zastanawiają się długo i dają nura w wodę. W tym czasie poszliśmy na basen w Bolonii (o dziwo był otwarty) i… było pusto. Możliwe, że wszyscy myśleli, że jest zamknięty albo obawiali się nowych trzęsień ziemi. Faktycznie część była zagrodzona ponieważ obsunął się teren a za bilety obsługa nie kazała płacić bo teoretycznie i oficjalnie basen nie do końca działał…

Wieża Asinelli
Wieża Asinelli – wyjście

Pisząc o Bolonii nie sposób ominąć to, co okiem nie dostrzeżesz ale twój nos wyczuje a żołądek doceni. Bolonia jest miastem gdzie można po prostu dobrze zjeść. Choć określenie Bolonii „la grassa” dziś nie do końca wydaje się być komplementem a raczej wygląda na łatkę przypiętą przez pobliskich modeńczyków (kto w końcu wymyślił tortellini!?), w okresie kiedy je nadawano premiowało ono miasto za wspaniałą kuchnię. Wielokrotnie zdarzyło mi się zatrzymać „jedynie na chwilę” w restauracji, trattorii czy osterii kładąc plan na resztę dnia.

Bolonia. Tylko proszę, bez polityki!

Bolonia nie jest dużym miastem. Generalnie można je przejść wszerz i wzdłuż (no, może wzdłuż jest nieco gorzej) co zresztą wiele razy mi się zdarzyło. Dzięki temu można natknąć się na wiele uroczych miejsc i dać się wciągnąć w lokalne eventy. Trzeba pamiętać, że Bolonia to miasto uniwersyteckie. A to nie oznacza jedynie nadętych profesorów i antyczne mury uczelni ale także energię i żywioł młodych. Na przykład w „wyniosłym” Parco Montagnola leżącym na trasie od centrum do dworca wieczorami zwykle spotykaliśmy sceny polowe i kameralne koncerty studenckie. No, może nie do końca studenckie bo zawyżaliśmy nieco wiek publiczności…

Neptun Bolonia
Neptun na Piazza MAggiore

Do Bolonii z przyjemnością powracam pomimo, że występuje u mnie silny gen „miastowy” nakazujący ucieczkę z miasta podczas wakacji. I po analizie wszystkich za i przeciw wysnuwam taki wniosek, że chcętnie bym tu zamieszkała. Miasto swoją atmosferą, duchem studenckim, dumą historii, niespiesznością, wielkością przypomina nieco Kraków. Z jedną różnicą – do morza ma zdecydowanie bliżej. :) Może jest i druga: Kraków od zawsze był anty-czerwony przez co zapobiegliwa władza sprezentowała nam wspaniały hutę/Hutę a Bolonia znana jest ze swoich komunistycznych przeciążeń. Choć na codzień i poza stadionami piłkarskimi prawdopodobnie mało dostrzegalne.

A o Bolonii, nie tylko tej czerwonej ale i smakowitej i uczonej, niebawem pojawi się kolejny wpis. Chwilowo dojrzewa i nabiera kolorów. [już powstał] Zapraszam. :)

  • Wakacje we Włoszech

    Patrząc się na Twoje zdjęcia już wiadomo dlaczego o Bolonii mówi się rossa :) . Jest czerwono! :)
    http://wakacje-we-wloszech.pl

    • Jeste, jest. A o Bolonii tej czerwonej przeczytaj już niedługo – post już jest i dojrzewa! :)

  • Alice

    Bolonia jest również kolebką lewicy i m.in dlatego ma przydomek ,,la rossa”

    • Zgadza się! :) O tym w najbliższym poście już wkrótce!:)