spacer po kraterze

Etna. Za każdym razem kiedy ją widziałam myślałam sobie „ja tam będę”. Kusiła, wabiła niczym rozsiadła matrona zmienna i kapryśna każdego dnia. Zwykle zasnuta parną bielą, czasem ciskająca kamieniami i czarnym deszczem popiołów, a niekiedy taka łagodna, spokojna, wygładzona.

Etna w całej krasie
Etna w całej krasie

Pierwsza realistyczno-spontaniczna okazja  pojawiła się w listopadzie. To miesiąc bardzo kapryśny i nieprzewidywalny we Włoszech. Może być pięknie i ciepło albo wilgotno i zimno. Ten listopad zapisywał się rzęsistymi opadami, powodziami i osunięciami ziemi, zwłaszcza w Ligurii na północy. We Florencji pewnego dnia spadł taki grad, że zrobiło się biało na ulicach. Południe było oszczędzane aż do czasu kiedy region Kalabrii i wschodniej Sycylii nawiedziły bardzo mocne wichury i rzęsisty deszcz. Pojawiły się zdjęcia wirów powietrznych niczym tornado. Pozamykano na jeden dzień szkoły, przedszkola i inne instytucje wprowadzając na czas 24 lub 36 godzin alarm meteo.

A my właśnie wtedy zdecydowaliśmy się uderzyć na Etnę. :)

podejście na Etnę
podejście – niżsy odcinek

Dzień po wprowadzeniu alarmu meteo dojeżdżaliśmy do Reggio Calabrii. Naturalną rzeczą był pierwszy rzut oka skierowany na cieśninę. Jest: promy do Messina, portu leżącego po stronie Sycylii, już ruszyły! Rzut oka na Sycylię był odparty ścianą czarnych chmur schodzących aż po taflę morza. A jakimś cudem nad nami nagle zaświeciło słońce.

I to słońce przyciągane mocą pozytywnych emocji (tak mi wytłumaczono) przygrzewało nam przez cały wyjazd, a przede wszystkim zaświeciło również dwa dni później. Czyli właśnie w dzień kiedy o 8:15 rano stawiliśmy się na dworcu autobusowym, „stanowisku 5 lub 6 lub innym” skąd miał odjechać nasz biały kontenerowiec AST. Dzień wcześniej po przebiegnięciu kilku punktów, do których nas kierowano po informację w końcu dotarliśmy do biura AST (na lewo od dworca kolejowego w uliczce pomiędzy dwoma brązowymi budynkami). Tam właśnie poinformowano nas, że bilety kupuje się u kierowcy a autobus odjeżdża z dworca autobusowego przed wyjściem z dworca kolejowego ze stanowiska bliżej nieokreślonego.

autobus na Etnę
autobus na Etnę, postój w Nicolosi

Ze spóźnieniem nie większym niż kwadrans studencki autobus przyjechał, załadowaliśmy się i pojechaliśmy ku przygodzie. Zastanawiam się jedynie czy jeden autobus na dzień, tylko z jednego miasta (Catania) w okresie letnim naprawdę jest w stanie pomieścić wszystkich turystów. My byliśmy pełni choć przez cały wcześniejszy tydzień pogoda robiła co mogła by odstraszyć potencjalnych turystów. Bilet andata e ritorno kosztuje 6,60EUR co jest ceną bardzo przyzwoitą biorąc pod uwagę, że autobus pokonuje kilkadziesiąt kilometrów wyjeżdżając na wysokość ponad 1900m praktycznie od poziomu morza. Jeśli ktoś nie zdąży zjeść śniadania przed wyjazdem na spokojnie zje z kierowcą, który zawsze się zatrzymuje w Nicolosi na 40 minut właśnie na bella colazione.

Etna z Nicolosi
Etna z Nicolosi

Spod schroniska Rifugio Sapienza, gdzie wybudowano ogromny parking otoczony wianuszkiem budek z pamiątkami, zaczyna się już właściwa trasa. Ta podzielona jest na dwa odcinki – do wysokości 2504m npm dokąd dojeżdża kolejka (funivia) i wyższy od górnej stacji kolejki po przełęcz pod wierzchołkami Etny na wysokości prawie 3000m npm – tu dojeżdżają już tylko samochody. Przełęcz ma nieco mylącą nazwę: Torre (wieża) del Filosofo. 

Kolorowe stoki Etny
Kolorowe stoki Etny

Jako, że dotarliśmy na miejsce po obfitych opadach śniegu na miejscu było nieco przeorganizowane a sam autobus z Catanii, jak się dowiedzieliśmy dzień wcześniej w ogóle nie kursował. Funivia nie działała więc z samego dołu do pierwszej stacji wywoziły turystów tylko samochody. Wyższy odcinek był w ogóle nieprzejezdny, bo dopiero tego dnia wyjechały pierwsze spychacze do odśnieżania.

Zniszczone schronisko na stokach Etny
Zniszczone schronisko na stokach Etny

I dzięki temu Etna przyjęła nas na audiencji niemal prywatnej! :)

Oczywiście, nie zastanawiając się wiele, z dobrodziejstw komunikacyjnych zrezygnowaliśmy i wybiegliśmy wzdłuż wyciągu kolejki (funivia) do pierwszej stacji.

mapa Etny
mapa Etny

Z opisów na blogach wynikało, że idzie się ok 50-70minut. Nam zajęło 50 minut, przy czym po przebyciu pierwszego odcinka osypujący się pumeks zaczął się chować pod śniegiem.

dolne podejście na Etnę
dolne podejście

Krajobraz na pierwszym odcinku jest nieco kosmiczny co widać na zdjęciach: kadr jest praktycznie czarno biały. Scenerii dodatkowo nadały smaku ciemne chmury, które odcięły nas od reszty świata. Czasem chmury się rozstępowały i u stóp widać było rozłożyste zabudowania miejscowości i nieco dalej błękit morza. Pogoda była bardzo dynamiczna ale to tylko dodawało uroku naszemu podejściu. I co zaskakujące: nie wiało!

odganiając chmury
odganiając chmury

Pomimo, że śnieg nieco się zapadał szło się o niebo lepiej, milej i można było robić próbne zjazdy po nieskazitelnym śniegu. Tego dnia przed nami szły tylko dwie osoby – tak wskazywały ślady.

biel i błękit
biel i błękit

Pojedyncze ślady były w sam raz by je wykorzystać nie zapadając się w dziewiczej pokrywie skrzącego i rażącego śniegu. Tego nie przewidziałam: okulary słoneczne byłyby jak najbardziej na miejscu.

Samo podejście jest strome ale dzięki temu bardzo szybko nabraliśmy wysokości. Droga, którą wyjeżdżają samochody jest o wiele dłuższa, tłoczna i głośna wyjeżdżającymi Mercedesami, a dodatkowo rozjeżdżona. Zimowe podejście pod wyciągiem jest po prostu absolutnie piękne!

napędzane na 4 koła Mercedesy
Napędzane na 4 koła Mercedesy wywożą turystów.

Nam towarzyszyło słońce. Aż do momentu kiedy doszliśmy do pierwszej stacji czyli tu gdzie dojeżdżały busy i tłoczyli się tenisówkowi turyści. Po pięknym podejściu po nieskazitelnie czystym śniegu i boskich krajobrazach nagle przywitała nas rozjeżdżona przez samochody chlapa mieszająca się z czarnym pumeksem! To zdecydowanie nie było nasze miejsce więc po łyku herbaty z termosu ruszyliśmy dalej.

Etna w ziemie
przy pośredniej stacji gdzie dojeżdżały Mercedesy

Górne podejście na Etnę

Przez pierwszy rozjeżdżony odcinek kilkuset metrów towarzyszyli nam turyści z busów i chmura. Na szczęście spotkaliśmy miłą, uśmiechniętą panią, która w języku bliżej nieokreślonym uspokoiła nas, że za kilka minut kończą się spacerowicze bo i kończy się rozjeżdżona, odkopana droga, a dodatkowo za 20 minut jest słońce! To dodało nam skrzydeł o po 10 minutach naszym oczom ukazał się bajkowy krajobraz.

wulkan Etna
górne podejście

U stóp kłębiące się chmury a przed nami biała, czysta tafla śniegu i wierzchołki Etny kontrastujące z błękitem nieba. Tu spacerowicze już nie docierali więc mieliśmy możliwość wędrować wśród garstki dobrze przygotowanych na warunki zimowe podróżników z różnych zakątków świata. Z boku stały jedynie odśnieżarki, które tego dnia wyjechały oczyścić trasę po rzęsistych opadach śniegu ostatnich dni. Dzięki niespiesznej pracy panów „odśnieżarkaczy” wszystkie Toyoty wywożące turystów zablokowane zostały na wysokości niższej stacji. DZIĘKUJEMY!

Panowie, bez pośpiechu!
Panowie, bez pośpiechu!

Górne podejście teoretycznie jest oznaczone pałąkami ale szeroka przestrzeń zachęcała do podążania własnymi ścieżkami. Co ciekawe ani na niższym odcinku ani tu nikt nie interesował się jak i gdzie chodzą turyści.

Wyższa stacja, Torre del Filosofo, leży na siodle skąd większość turystów kieruje się na turystyczny, niższy krater po lewej stronie.

Jeden z niższych kraterów Etny
Jeden z niższych kraterów. Tu zwykle docierają turyści

Na prawo droga jest zamknięta i możliwy jest wstęp tylko z przewodnikiem za dodatkową opłatą. Ten kierunek jest tym właściwym ponieważ po ok 10 minutach dociera się do podnóża trójstożkowego zwieńczenia Etny: Bocca Nuova (3260m npm), Bocca Centrale (3345m npm) i najwyższej Bocca Subterinale (3330m npm).  My mieliśmy szczęście wybrać tą właściwą ścieżkę.

najwyższe stożki Etny
Po prawej najwyższe stożki Etny

Podejście nie należy do najłatwiejszych ponieważ trzeba uważać na słabo związany pumeks przemieszany ze śniegiem. Sytuacja odwrotna niż zwykle widzimy w górach: niżej dużo, lepiej związanego śniegu a przy wierzchołku odtajały śnieg przemieszany z osuwającym się pumeksem. I dlatego trzeba wiedzieć którędy można podejść nie ryzykując zjazdju na osuwisku.

wulkan Etna
ostatnie podejście

Przy wierzchołku chmury nas nieco zaatakowały ale we właściwym momencie zdecydowały się odsłonić nam górę w pełnej krasie.

krater Etny
jest zadyma

W dole pozostały chmury, a wyżej ciemobłękitne niebo i słońce!

Etna
tak, że ten…

Trzeba już schodzić bo na zejście zostawiliśmy sobie niecałe dwie godziny musieliśmy rozpocząć odwrót. Tak jak tylko raz dziennie autobus wyjeżdża tak i raz tylko zjeżdża. Kto więc przegapi 16:30 musi sobie radzić sam! Ale jeszcze chwila: ostatnie zdjęcie…

Etna
Na szczycie

Podczas zejścia pogoda pogorszyła się. Trzeba było założyć polary, czapki i kaptury bo zaczęło wiać. A krajobraz zrobił się naprawdę KOSMICZNY!

Etna monochromatycznie
Etna monochromatycznie. Zejście

Przy autobusie spotkaliśmy smutnych, zmarzniętych teniskowiczów. Ci wyjechali Toyotami akurat w miejsce gdzie rozłożyła się chmura, w niej podeszli kilka kroków do miejsca gdzie droga była odśnieżona i resztę dnia spędzili na parkingu. Przykro się ich zrobiło bo najcudowniejsze odcinki były właśnie tam gdzie ich nie było!

jeden z niższych kraterów Etny
Jeden z niższych kraterów

Nasz pan kierowca tradycyjnie ustanowił sobie kwadrans studencki ale już po chwili w radosnej atmosferze wesoła kompania zjeżdżała do Catanii. Zwykle to rozbawieni turyści na tego typu trasach robią fiesty a tu zdecydowanym wodzirejem był kierowca. Pomimo nieznajomości języków udało mu się dogadać nawet z Singapurką. Każdy mówi po swojemu, nikt nic nie rozumie odpowiadając ni z gruszki ni z pietruszki ale ta nić sympatii się nawiązuje. Jak to jest?

droga na Etnę
Droga na Etnę. Zdjęcie z poranka, zjazd już po ciemku…

Pieszo na Etnę

Każdemu kto zastanawia się czy warto podejść pieszo na szczyt czy podjechać zdecydowanie polecam podejście. Zwłaszcza zimą. Nawet jeśli wyjeżdża się autobusem i czas jest ograniczony do 6 godzin spokojnie można przewędrować na szczyt aż po krater na standardowej trasie turystycznej. Ci natomiast, którzy planują podejść na trasę 3 stożków (z przewodnikiem) muszą być już sprawniejszymi i zaprawionymi turystami – nie ma czasu na zadyszkę i dłuższe postoje.

szczyty Etny
trzy stożki Etny

Osoby, które nie czują się na siłach pokonać podejście 1000-1400m (zależy na którą trasę się decyduje – turystyczną czy z przewodnikiem) mogą spokojnie podjechać do pierwszej stacji oglądając pierwsze 600m podjadu z kolejki. Ci spragnieni wrażeń na pewno będą zachwyceni podjazdem samochodem: pierwsze metry podjazdu samochody ślizgają się po pumeksie. Od pierwszej bazy (na wysokości 2504m) trasa nie jest bardzo stroma, za to widokowa i przestrzenna. Pomimo zmiennej pogody i nagłych zamgleń mogących pozbawić Was orientacji w terenie nie zgubicie się: początkowo idzie się drogą, później szlak doznaczają pałąki. I oczywiście sznureczek turystów.

pod szczytem Etny
Hmmm… czy warto iść na Etnę;)?

Czasem kiedy coś kusi, przyciąga koniec końców okazuje się nie dorastać do oczekiwań. Etna mnie nie zawiodła. Zdecydowanie warto! Zimą!

Etna
podejście na Etnę

Tak miało być!


Dodatkowe informacje:

– spaliśmy w hotelu Hotel Regina Margherita w Catanii. Plusy: położenie w samym centrum, przystępne ceny, czysto, miła, pomocna obsługa. Minusy: obsługa nie mówi po angielsku, śniadanie typowo włoskie czyli kawa+rogalik (przed wyjściem na Etnę przydałoby się bardziej syte śniadanie);

– dojeżdżaliśmy pociągiem z Mesyny – dokładne przejazdy można sprawdzić na stronie trenitalia.com (wybrać zakładkę tutti i treni).

 

  • No to chyba mam plan na najbliższy wyjazd 😉 Świetna relacja.

  • mika

    Ale cudnie!!! :)

  • Pięknie to wygląda i dobrze, że pogoda nie okazała się zbyt kapryśna. Przyznam, że nie miałam pojęcia o tym, że na Etnę mozna wjechać wyciągiem. Pozdrawiam.

    • Można wyjechać do pewnej wysokości. Wyżej albo piechotką albo Toyotami. Ale pieszo jest najlepiej. Z tego co czytałam na Twoim blogu Ty również lubić pobiegać po górach:)

  • Prywatna audiencja u Etny. Nawet bym sobie nie wymarzyła.

  • Piękne zdjęcia… to musiało być fantastyczne przeżycie, jutro wrócę, żeby doczytać relacje, dziś już padam i nie dam rady.

  • Gratuluję zdobycia Etny, tyle przeciwności, a jednak udało się Wam:-) Osuwający się pumeks przemieszany ze śniegiem stwarza duże niebezpieczeństwo, tak myślę,niedoświadczony turysta może to zbagatelizować, dobrze, że zaznaczasz parę razy w tekście, jakie to niebezpieczne.Bożena

    • I dlatego koniecznie trzeba zabrać pełne buty za kostkę, niezależnie od pory roku. Albo jest śnieg albo ostry pumeks.

  • Jacu Jacu

    Swietna relacja. W końcu kogoś kto chodzi po górach i napisał konkretnie również uwzględniając czasy przejścia. Na jednym bloku czytałem, że zdecydowanie odradza się wyjścia bo takie niebezpieczne przez mgły itd… Byłem na Etnie i śmiało można zrobić sobie fajną wycieczkę. Pozdrawiam

    • Są oczywiście różni turyści. Jedni czerpią przyjemność z wędrówki i wysiłku, inni wolą na spokojnie wyjechać i zrobić sobie delikatny spacerek. Ja zdecydowanie jestem górołazem (no, w końcu rzewodnikiem górskim jestem;) ).