Val di Sole

Sezon narciarski rozpoczęty tak więc czas rozglądnąć się za jakąś dobrą miejscówką na zimowe szaleństwa. Ja osobiście uwielbiam zimowe wypady choć przez długi czas zastanawiałam się po co ludzie jeżdżą tyle kilometrów skoro mamy góry u siebie. Zwłaszcza jeśli ktoś, tak jak ja, ma góry blisko i wystarczy wyskoczyć na jeden dzień.

Przestałam tak myśleć kiedy pierwszy raz pojechałam do Włoch a dokładnie do Val di Sole. Wprawdzie miło było jeździć na pobliską Śnieżkę, wyjazd, zjazd, a potem jeszcze raz wyjazd i zjazd. A na koniec powrót do Krakowa – dziwnie się prowadzi po kilku godzinach jazdy kiedy nogi jeszcze drżą ze zmęczenia:). Zgodnie z zasadą pogoda i towarzystwo jest najważniejsze Śnieżkę, Luboń czy Kubińską Hole wspominam całkiem miło:).

włoskie Alpy
włoskie Alpy

Jednak nie da się ukryć, że po moim pierwszym razie w Val di Sole termin „białe szaleństwo” nabrał całkowicie nowego znaczenia! Hotel na stoku więc wystarczy wrzucić narty i voila’! A później już tylko dziesiątki kilometry stoków i świetnie zorganizowanej infrastruktury. Co więcej potrzeba?

Tylko dobrego towarzystwa i pogody :). A w Val di Sole i jedno i drugie dopisało świetnie!

Natomiast chyba najbardziej popularna wśród narciarzy i snowbordzistów jest Livigno. Wioska turystyczna leżąca wysoko bo na 1800m. Wjeżdża się do niej tunelem Grigioni (albo od włoskiej Valtellina) – wioska praktycznie otoczona jest górami i to całkiem nie niskimi bo podchodzącymi pod 3000m. Wyciągów cała masa i ZAWSZE JEST ŚNIEG! No, w końcu taka wysokość zobowiązuje!

RAJDY KONNE
RAJDY KONNE GRUZJA

Tereny narciarskie leżą po obu stronach doliny – na Carosello i Mottolino. Trasy są świetnie przygotowane, szerokie, w sumie jest ich (ponoć) aż 115km, więc trochę więcej niż na Śnieżnicy (1400m). Oczywiści jest i Ski Fun Park czyli raj dla znajomych snowboardzistów. Do tego jest możliwość zakupów w znajdujących się tu sklepach wolnocłowych (podkreślam bo to nie lada rarytas) i relaksu w termach – w Sondrio. Jeśli pojedzie się w grudniu można podziwiać rzeźby lodowe bo właśnie wtedy odbywa się tu L’arte di ghiaccio„. Raj!:)

Livigno już kusi darmowymi ski passami od 29 listopada do 19 grudnia więc choć jeszcze ciepławo za oknem warto zakręcić się fajnym lokum. Koniecznie na stoku!

Val Di Sole
I czarna traska!

Świetne są te zimowe wypady. Nawet zachowawczy narciarze (jak ja) po rozjeżdżeniu się przez pierwsze dni wskakują na czarne trasy. Najlepiej rano, bo są dobrze zratrakowane i gładziutkie, a poza tym jeszcze zmrożone po nocy więc narta ładnie się sunie.

A po południu? Relax na słoneczku, z absolutnie cudownymi i niepowtarzalnymi krajobrazami gór pokrytych perfekcyjnie białym śniegiem i lodem. Już bez drzew bo wysoko, więc rozciąga się tylko ocean białych gór. Już sama panorama wystarczyłaby żeby wyjazdy te zaliczyć do najpiękniejszych widokowo. Kto nie był nie jest w stanie wyobrazić sobie jak pięknie jest wysoko na stoku. Aż łezka w oku się kręci.

Jeśli do tego jest dobra ekipa, która w karcioszki zagra pomiędzy zjazdami, nie ma nic lepszego! Tylko ciężko skupić się na kartach kiedy te piękne widoki rozpraszają! :)

narty we Włoszech
narty we Włoszech? Czemu nie!
  • Robert

    Ja wolę raczej zachodnie części Alp – świetne trasy.

    • Sami Włosi mówią, że na zachód jedzie się powyżywać a bardziej na wschód to tam się rekreacyjnie z rodzinami:).

  • Karty, zawody w sudoku, szachy i inne stacjonarne „sporty” to najlepiej już po zejściu ze stoku, wygrzaniu w saunie i wskoczeniu pod koc w oczekiwaniu na kolacje. Taka regeneracja mięśni nóg,a pobudzenie szarych komórek 😉 wymagane grzane wino i koniecznie dobre towarzystwo!

    • O tak, potwierdzam! Ale jeśli wyjdzie się z samego rana i wyjeździ na stokach, po południu, kiedy stoki są już nagrzane, lepkie i pobulwione (bo oczywiście zakładamy słońce) miło jest usiąść sobie i pooglądać piękne panoramy. A przy okazji ciupnąć w karcioszki 😉

  • Kartol

    Najważnijszy dobry stok i udana pogoda. Gdzie – mniej ważne.

  • Piękne miejsca:)