metro NEapol

Uwielbiam jeździć metrem. Wsiadam, bez zbędnej straty czasu, korków, czekania na światłach i snucia się godzinami po mieście docieram na miejsce. Dla mnie to rozwiązanie idealne. Proste: nie lubię tracić czasu.

Marzę, żeby w Polsce powstały sieci dobrze zorganizowanych i funkcjonalnych sieci choć pewnie doczeka się ich dopiero moje potomstwo. Tymczasem pro-ekologiczne lokalne władze próbują przekonać mnie do jazdy na rowerze sklecając porwane odcinki dróg rowerowych albo do jazdy autobusem albo tramwajem. Wszystko super tylko ilu z nas może sobie pozwolić na podwojenie czasu dojazdy do pracy?

To pytanie zadaję sobie ZAWSZE ilekroć jestem Amsterdamie (i innych rowerowych rajach). Bo proszę! Jednak wszystko jest możliwe! I to w miejscu wiatru, kapryśnej pogody i wielkich okien-słońcołapów. Czy tam mają więcej czasu? Może i tak: w końcu są wyżsi, mają dłuższe nogi więc stawiają dłuższe kroki. A poza tym wszyscy chodzą w botkach na płaskim obcasie to i szybciej się chodzi i na rowerze lepiej jeździ…

metro Neapol
metro Neapol

Dla mnie idealnym rozwiązaniem są sieci komunikacyjne w Niemczech: wszędzie, albo prawie wszędzie, dojedzie się kolejką – U-bahn’em czy S-bahn’em. Tam nie trzeba mnie długo zachęcać, żeby zrezygnować z taksówki albo autobusu: staję się pro-ekologiczna z radością! A jak mi kolejki pod lotniska podjeżdżają to już JESTEM EKO w siódmym niebie.

Również eko staję się w Londynie gdzie – choć uwielbiam te mroczne, dystyngowane taksówki – wskakuję zawsze do metra. Pod kątem dojazdu metrem wybieram hotel. Czasem uda się też wylądować na Heathrow więc nie muszę się zbytnio zastanawiać jak być EKO – wskakuję do Piccadilly line i jestem na miejscu.

Jedynym miejscem gdzie podchodzę z pewną obawą jest metro w Paryżu. Ale może dlatego, że mam traumatyczne wspomnienia bo… kiedy miałam dojechać na lotnisko zdecydowano się na strajk. Metro i kolejki dojeżdżały tylko do pewnego miejsca i koniec. Owszem był stosowny komunikat ale po francusku – a kto ich rozumie?! Oj, pan taksówkarz chyba jeszcze nigdy nie podróżował pod taką presją czasu… No, w końcu lot do Chin a tam napięty grafik spotkań, wykupione wewnętrzne przeloty, rezerwacje hoteli.  Tak więc francuskiemu metru dziękujemy.

A francuskie TGV z radością zamieniam na pędzącą 300km/h kolejkę z lotniska w Shanghaju do centrum!

Shanghai - kolejka z lotniska
Shanghai – kolejka z lotniska

We Włoszech też kiedy tylko mogę jeżdżę metrem. Dlatego lubie lądować w Mediolanie na Malpensie a w Rzymie na Fiumicino. I… na tym bym zakończyła. Ja zupełnie nie wiem co się ze mną dzieje ale kiedy ląduję na lotnisku włoskim mój pęd nagle pryska. W jednej chwili słowa szybko, funkcjonalnie, zorganizowanie wpadają w całkowicie inny wymiar i, zanim cokolwiek, ktokolwiek, gdziekolwiek, najpierw biorę sobie kawę a potem spokojnym krokiem zaczynam wsłuchiwać się w przekrzykiwania kierowców który z nich jako pierwszy jedzie do centrum.

Potem jadę sobie tym autobusem, potem jadę, potem ciągle jadę… Patrzę w lewo, patrzę w prawo…

We Włoszech tylko w jednym mieście naprawdę lubię jeździć metrem bo jest szybciej: w Mediolanie. Może dlatego, że miasto jest rozłożyste, a może dlatego, że szybkie życie mediolańczyków nie pozwala mi się całkowicie zanurzyć we włoskie rozumienie czasu?

Włoskie metro ma również sens w Neapolu. Ale nie, nie. Nie dlatego, że szybko: dla jego podziemnych galerii stworzonych przez twórców z całego świata. Każda stacja inna i zaskakująca. Opisalam stacje tutaj.

W Mediolanie zawsze kiedy docieram pod Duomo nachodzi mnie jedna refleksja – dokładnie taka sama jak w Rzymie kiedy wysiadam pod Koloseum albo w Wiedniu kiedy ląduję pod Stephansplatz. Jak to możliwe, że metro dojeżdża pod sam rynek? Wychodzę z metra a tu… Kościół Mariacki i Sukiennice. Metra w tych miastach były budowane już jakiś czas temu. Pytanie czy obecnie, w dobie szerokich konsultacji społecznych i inicjatywy obywatelskiej, ma szansę powstać metro np. na rynek w Krakowie albo Wrocławiu? Czas pokaże. Ja osobiście wolę sobie zrobić spacer od Bramy Floriańskiej na Rynek – trochę ruchu nigdy nie zaszkodzi. Ale pod Duomo chętnie podjadę! :)