in cucina con amore

Tak mawiała… Sophia Loren (!). Piękna, zmysłowa kobieta o figurze bez zarzutu, kobiecy ideał. Czy mamy z tego wysnuć wniosek, że

ponadczasowe włoskie piękno opiera się na wierze w moc makaronu?

Jak się okazuje Sophia nie tylko nie była zainteresowana dietą niskowęglanową ale była jego promotorką i gorącą wyznawczynią. A jej rady jak utrzymać wspaniałą figurę są aktualne przez lata. Wystarczy zadbać o nie za duże porcje i nie przeciążać makaronu kalorycznymi, kremowymi sosami. Cóż prostszego!? :)

Zacznijmy od prostych i świeżych produktów. Zaopatrzmy naszą spiżarnię dobrej jakości makaronem, oliwą z oliwek, cebulą, czosnkiem, pomidorami i wybranymi przez nas ziołami – bazylią, oregano, pietruszką. W nich tkwi smak i aromat.

Jeśli dbamy o kalorie ugotujmy spaghetti al dente, dorzućmy do niego przysmażony w oliwie czosnek i pomidory, dodajmy zioła. Na wierzch posypmy odrobiną parmezanu. I to wszystko, co musimy zrobić być stworzyć podstawowy sos do makaronu. Serwowany posiłek na bazie świeżych, aromatycznych produktów będzie prosty a jednocześnie pyszny. Eksperymentujmy, aż znajdziemy ulubioną kombinację smaku.

I należy pamiętać: nie ma żadnego chleba! Makaron dostarcza nam już potrzebne węglowodany.

Niezwykła popularność makaronu w południowych Włoszech wzięła się ponoć z biedy. Przygotowanie makaronu – z wody i mąki, ewentualnie z dodatkiem jajka – z sosem opartym na miejscowych, powszechnie dostępnych produktach nie było kosztowne a jednocześnie dawało poczucie sytości. Dlatego danie oparte na makaronie stało się tak powszechne. Dziś przygotowuje się bardziej wykwintne kompozycje smaków bazując na droższych produktach ale zamiłowanie do pasty pozostało.

Sophia Loren
Sophia Loren – pizza napoletana // zdjęcie z książki

Sophia Loren wychowywała się w Pozzuoli koło Neapolu a więc bardzo ubogim regionie. Była dzieckiem ulicy, mieszkała sama z matką i nie ukrywa, że często chodziła po prostu głodna i niedożywiona. Kiedy już jako młoda dziewczyna zaczęła robić światową karierę jej włoskie zamiłowanie do kuchni i gotowania pozostało. Sophia Loren zaczęła wydawać książki kucharskie!

W 1971r. wyszła książka „In cucina con amore” („W kuchni z miłością”), w której aktorka zaprezentowała przepisy rodem z kuchni neapolitańskiej. Na fali wielkiej popularności aktorki, która od czasu debiutu ekranowego w 1953 roku stała się międzynarodową sławą uznawaną za ikonę kina lat 50 i 60-tych, jej książka także okazała się sporym sukcesem  na Półwyspie. Książkę przetłumaczono również na kilka innych języków.

Może był to element kampanii promocyjnej – przykładna pani domu sex bomba, a może prawdziwa miłość do kuchni? Choć możliwe, że próba powrotu (choć w taki sposób) do swoich włoskich korzeni. Gwiazda, która ciężko zapracowała sobie na miano włoskiego skarbu narodowego, już w tym czasie stała się hm… włoskim dobrem eksportowym. Po decyzji poślubienia żonatego mężczyzny obaj musieli się zrzec obywatelstwa włoskiego i przenieść za granicę. We Włoszech jeszcze w latach sześćdziesiątych nie były dopuszczane rozwody (!).

Sophia Loren
Sophia Loren „Przepisy i wspomnienia”

Książka doczekała się wznowień wydawniczych, pojawiła się reedycja „In cucina con amore”  – „Eat with me”, wzbogacona o wiele zdjęć z życia Sophii Loren. To nie była jedyna książka kucharska aktorki: w 1999r wyszły „Recipes and Memories” („Przepisy i wspomnienia”), w których gwiazda potraktowała kuchnię jako środek dla opowieści o swoim życiu – przy tradycyjnych smakach neapolitańskich Pozzuoli.

(Aktualizacja 23 listopada:) Właśnie na rynku polskim ukazała się polskojęzyczna wersja „W kuchni z miłością”. Choć książka powstała w czasach kiedy o półproduktach i mikrofalówkach jeszcze się nie słyszało, a nowocześni mężczyźni w fartuszkach były ciekawą nowostką, warto sięgnąć po książkę dla samych tradycyjnych przepisów jak u mamy.

Jeszcze jeden cytat Sophii Loren zapadł mi w pamięć: „Sex appeal is 50% what you’ve got and 50% what people think you’ve got” (połowa twojego sexapeal’u jest tym co masz a połowa jest co ludzie myślą, że masz). Znakomite!

Czy słuszną jest więc moja interpretacja, żeby nie lękać się klusek i kluseczek bo dodatkowy kilogram i tak nie zaszkodzi wyobrażeniu innych o tym czego oko nie jest w stanie dojrzeć? 😉

  • Makarony i pizza to chyba nam wszystkim kojarzy się z butem na mapie 😉
    Oj jak to dobrze, że makaron nie idzie w boczki… bo uwielbiam go, jaki całą Italię

    • Jeśli bułeczki zamieni się na makaron to umiarkowanie idzie;)

  • A ja właśnie czekam, żeby kupić „W kuchni z miłością” (In cucina con amore). Jest już w Polsce, więc jak będę u mamy to zaraz lecę do Empiku:).

    • Coś tam mi się obiło o uszy, że i w Polsce będzie tłumaczenie ale kiedy jak i gdzie to jeszcze nie wiem.