impreza po włosku

Włosi mają gen szwędacza. Dom i rodzina są oczywiście ważne ale szwędacz tkwi w nich jeszcze mocniej. Często szwęda się więc i cała rodzina. Jeśli nie ma celu to trzeba się wybrać choć na przejażdżkę samochodem. 20km/h. Patrzą  w prawo, a potem w lewo. A nuż ktoś zatrąbi i będzie można podyskutować gestami, a nuż kogoś się wręcz spotka… Jeśli nie ma celu to jedziemy na lody – na drugi koniec miasta. I motyw już jest!

Chyba właśnie dlatego każda okazja dla świętowania jest dla Włocha jak manna płynąca prosto z nieba – nie dość, że daje motyw i to do tego mobilizuje innych i jest weselej, głośniej, szybciej!

Impreza po włosku

Sagre, wieczorne festy poza miastem, karnawał – to jest to co Włosi uwielbiają i zawsze ale to zawsze są tłumy. Na otwartym powietrzu, każdy może się dołączyć, pojeść, potańcować i poświętować.

A jak się świętuje na imprezach nieco zamkniętych? Zaglądnijmy na kilka z nich – wejściówka tylko z rezerwacją lub po znajomości! 😉

Ponieważ imprezowe życie południowca zaczyna się najwcześniej po 21:00, zwykle wesoła kompania zbiera się w okolicy 22:00, 23:00. Oczywiście nie może być inaczej: zaczynamy od jedzenia! Bez tego żadne świętowanie nie może się udać!

Stoły zapełniają się przystawkami, makaronami i innymi smakowitościami i zaczyna się spektakl! Nigdy i nigdzie nie widziałam ludzi tak ochoczo i z zapałem pałaszujących posiłki. Pojawiające się półmiski z mozarellą, prosciutto, mortadelą, arancini i generalnie wszystkim są w mig rozchwytywane i przerzucane między sobą wśród organizacyjnych  okrzyków. Wjeżdżają crocche’ i od razu otrzymują OKLASKI od biesiadników. Oczywiście i te znikają w mig więc pojawiają się okrzyki domagające się o więcej.

Wokół stołów biesiadnych krąży kelner w rozpiętej do pępka koszuli prezentując swoją bogato owłosioną klatę. Porwany chwilowo do tańca przez współbiesiadniczkę musi wracać do pracy – ponaglany przez głodomorów nie może próżnować!

Wśród bogatych gestów ZAWSZE coś się wyleje, podawane nad głowami półmiski nierzadko ulegają kraksie gdzieś po drodze… Zawsze coś się dzieje! :)

Pojedzeni? Wino alla casa wypite? To ten czas kiedy na scenę wchodzą muzykanci i gorącymi rytmami rozgrzewają biesiadników do tańców. Choć zwykle w imprezach biorą udział raczej młodzi, często przychodzą i całe rodziny więc w wężykach tanecznych przewijają się i twarze starowinek i dzieci. A co!

Impreza się rozkręca więc i znikają obrusy ze stołów. No, na to wszyscy czekali podskakując na ławkach i tłocząc się między stołami. Impreza robi się piętrowa bo wszyscy wyskakują na stoły. Do tej pory tańce na stołach kojarzyły mi się raczej z mocno zakrapianymi imprezami akademickimi a tu proszę: wszystko na legalu i jeszcze obrus kelnerzy sprzątną. Włoska tradycja musi być podtrzymywana!

A poza tym jak przy rytmach „Maria” granej w rytmie samby nie wyskoczyć na stół!? Stare przeboje włoskie znane wszystkich i śpiewane również przez wszystkich na całe gardło otrzymują nowe życie w rytmach salsy, samby i mambo :).

Czy już wypada rozpocząć właściwe tańce „salowe”? No, godzina druga wybiła więc powoli czas zacząć właściwe tańce – hulańce. Zabawowa ferajna przechodzi na salę taneczną. Zwykle około godziny 3:00 impreza ma trend wznoszący. Ciekawe do której trwa? My do końca nie jesteśmy w stanie dotrwać. Ach, te lata młodości kiedy snu nam nie potrzeba!

„Viva, viva il carnevale!

con il pepe e con il sale.
La tristezza manda via
e ci porta l’allegria!
Fischi canti suoni e balli,
la vecchietta vuol ballare
ed il nonnetto vuol cantare!”

  • O proszę, co ja widzę, disqus! :)
    A co do imprez. Niezmiennie i wciąż bardzo pozytywnie zadziwia mnie, jak Włosi garną do towarzystwa. Tylko się uczyć :)

    • A i owszem. Zainstalowałam bo wygodniej komentować i powracać do dyskusji.