włoskie święta

W okresie Bożego Narodzenia włoskie ulice, zaułki, domy są łagodnie otulane dźwiękiem melodii słodkiej  i melancholijnej. A to za sprawą dudziarzy, starych grajków, którzy tak ogłaszają nowennę Niepokalanego Poczęcia NMP i zapraszają na oczekiwanie Świąt Bożego Narodzenia.

Ściema!

A mogłoby być tak pięknie gdyby to było prawdziwe. Pomysł cudowny ale w rzeczywistości to koszmar okołoświąteczny! Posłuchajcie tych „słodkich dźwięków”:

A teraz sobie wyobraźcie, że tak jesteście budzeni niemal codziennie o 5-6 rano (!). Melodia jest grana zawsze ta sama.

W południowych Włoszech miasteczka są zwykle ściśle zabudowane więc dźwięk świdrujących piszczałek roznosi się szerokim echem po okolicznych domach przenikając przez nigdy-nie-hermetyczne okna. I nie ma się gdzie schować przed tymi (zwykle) fałszywymi dźwiękami domorosłych grajków (!).

Mechanizm jak z komarami. Wydaje ci się, że gdzieś bzyczy i na wszelki wypadek się od nich odganiasz. Tu wydaje ci się, że to pierwszy dźwięk fujarki i rzucasz się do zamykania okna i pogłośnienia muzyki.

Fenomen ten uznałam jako zło konieczne nie myśląc już dłużej o  nim aż do momentu kiedy w samochodzie naszego znajomego nie wypatrzyłam oboja i pasterskich ciuchów. Po „neutralno-obojętnym” pytaniu: „NIE!!!! i ty przeciwko mnie???!!!” otrzymałam odpowiedź, że tak, jednak tak. Do tego prezes jednej z organizacji grajkowej i właśnie musi odwiesić na Święta działalność. Po wymruczanym pod nosem „a może nie zdążysz?…” zastanowiłam się nad swoim losem słuchacza. Tak na serio co to w ogóle i PO CO jest? (u diaska!)

Tradycja „zampognari” czyli świąteczne włoskie muzykowanie

Ta miła dla ucha muzyka wywodzi się z dawnych tradycji pasterskich. W zwyczaju było, że pasterze mieli ze sobą instrumenty – jeden zampogna (czyli dudy), inny ciaramella czyli fujareczkę, inny organki, tamburyn, flet. Młodsi uczyli się od starszych zarówno muzykowania jaki i wytwarzania instrumentów, zwykle z dostępnych w górach materiałów. I przygrywali owieczkom.

Zampognaro
Zampognaro – ze strony zampognari.it

Kiedy pasterze schodzili z wysokich gór na Święta, ku uciesze dzieci i dorosłych, wygrywali na tych instrumentach melodie ogłaszając wszystkim, że Boże Narodzenie tuż tuż. Czas odpocząć, cieszyć się i być razem.

Tradycja przetrwała a rozpowszechniona jest zwłaszcza w środkowej i południowej części Włoch. Widzi się w niej prawdziwego ducha południowych Włoszech, przejawiającego się w muzyce ludowej i jej typowych instrumentów, w tym właśnie zampogna.  A muzyków, którzy wraz z nadejściem Świąt Bożego Narodzenia grają zarówno na zampogna jak i towarzyszącej mu ciaramella (fujarce) określa się powszechnie zampognari .

Zampogna czyli święty spokój owiec

Sam instrument, jak się okazuje, ma archaiczne korzenie. Jego początki nie są pewne ale wydaje się, że nazwa pochodzi od aramejskiego słowa sum·pon·yah’ (co brzmi jak włoskie słowo” zampogna „) wzmiankowanego już w Księdze Daniela (około 500r. pne). Później praktyka została rozpowszechniona na terenie Magna Grecia, czyli dzisiejszych południowych Włoch. Ponoć to za sprawą bogini Ateny, której nie podobało się, że grajkowie wydymają brzydko policzki podczas gry Grecy doczepili do piszczałek torbę mającą utrzymywać powietrze i zapewnić ciągłość dźwięków.

Po zajęciu terenów przez Rzymian ci przejęli chętnie tradycje instrumentu znajdując dla niego bardziej utylitarne przeznaczenie – straszyli nimi konie wroga (chyba mam coś z konia…).

Instrument bądź co bądź przetrwał (nie tylko do straszenia) rozprzestrzeniając się po świecie na terenach podbijanych przez Rzymian. W samych południowych Włoszech “zampogna” stała się tradycyjnym instrumentem używanym podczas wszelakich uroczystości.

Zwyczaj muzykowania z “zampogna” jest szczególnie żywa w okolicy Świąt Bożego Narodzenia – począwszy od 8 grudnia kiedy to we Włoszech, wraz z Niepokalanym Poczęciem NMP, rozpoczyna się okres świąteczny.

„Tu scendi dalle stelle” – neapolitańskie kolędowanie

Tradycyjnie wygrywaną pieśnią jest „Tu scendi dalle stelle”. Po wykluczeniu beczenia dud i fujarek okazuje się, że kolęda jest piękna, melancholijna i może być miła dla ucha (!).

Kolędę napisał św. Alfons (założyciel redemptorystów) w 1754r. i początkowo śpiewano ją w dialekcie neapolitańskim jako, że święty urodził się i żył koło Neapolu. Później papież Pius IX polecił przełożyć jej tekst na literacki język włoski. Na język polski kolęda została przetłumaczona pod tytułem „Zstąpiłeś z gwiazd dalekich” ale jest u nas mało popularna.

Kolęda jest spokojna, rzewna, refleksyjna. Przepiękna w oryginalnym neapolitańskim zaśpiewie. Sami posłuchajcie.

Tu scendi dalle stelle / Schodzisz z gwiazd

O Re del Cielo / O Królu Nieba
E vieni in una grotta / I przychodzisz do groty
Al freddo al gelo. / W zimnie i mrozie.

(…)

No cóż, pozostawiam Was w tym świątecznym nastroju przy dźwiękach neapolitańskiej kolędy. Wersja bez dudy.

  • alina

    no, dziadkowie nieźle dają :)

  • Głośno, głośno ;))))

  • Przeoczyłam ten świąteczny wpis u ciebie na blogu, pewnie z powodu przedświątecznej krzątaniny. Bardzo ciekawie opisałaś zwyczaj grania na dudach w południowych Włoszech, instrument brzmi bardzo hałaśliwie, ale zasługuje na uwagę chociażby z uwagi na ich bardzo stare pochodzenie. Pięknie brzmi zaprezentowana przez ciebie włoska kolęda „Tu scendi dalle stelle” w oryginalnym neapolitańskim zaśpiewie. Pozdrawiam.