Wenecja nocą

Czy podróżując lubicie poznawać miejscowych, którzy świetnie znają okolicę, lokalną kulturę i kuchnię? A czy wiecie ile wspaniałych Polek i Polaków mieszka we Włoszech?

Pomyślałam, że warto wykorzystać fantastyczny kapitał wiedzy i doświadczenia osób, które znają Włochy od podszewki i stąd wziął się pomysł na projekt Polscy Blogerzy we Włoszech czyli informacje z pierwszej ręki. W ramach tego cyklu będę Wam prezentować najciekawsze blogi o Włoszech z Włoch i wypytywać o najlepsze, najciekawsze, najsmaczniejsze i najpiękniejsze NAJ w regionie.


 

Dziś  na taniec w Wenecji i ciekawe wydarzenia w Bolonii zaprasza Karolina Romanow, autorka bloga Pora Arbuza.

„Za głosem serca, z miłości do kraju, zapachu  powietrza, z ciekawości i chęci odkrywania”.  Tak Karolina pisze o swojej decyzji o zamieszkaniu we Włoszech.  I zaraz dodaje: „Bo, jak ktoś kiedyś powiedział, „trzeba sięgać dalej niż na wyciągnięcie ręki, bo po cóż byłoby niebo?”. 

 

Czy Włochy odwzajemniły Twoją miłość ?

Tak, choć wbrew pozorom nie jest to łatwe pytanie. Myślę, że moja miłość do Włoch jest jedną z tych, które istniały dawno temu, są i bez względu na to gdzie będę w przyszłości, zostanie ze mną już na zawsze. Włochy (poprzez różne opowieści, ludzi czy w postaci pocztówek) były w moim życiu odkąd pamiętam i pewnego dnia, podczas jednej z pierwszych wizyt w tym kraju zwyczajnie zarzuciły na moją szyję lasso i zaczęły mnie do siebie przywoływać. Sądzę, że każdy z nas ma takie swoje miejsce, kraj, region, kawiarnię, które go przyciąga, gdzie powietrze pachnie inaczej i, w którym inaczej się oddycha. A ja najzwyczajniej w świecie uległam temu kuszeniu :)

 

Po przyjeździe do Włoch poszukiwałaś miejsc rozbrzmiewających muzyką i wypełnionych tańcem. Jednym z takich miejsc okazała się być Wenecja, która wieczorami ożywa w rytmie wybijanym przez clave. Jak to się zaczęło?

Wiele wydarzeń w moim życiu stanowi idealne odzwierciedlenie stwierdzenia „uważaj czego sobie życzysz”.  Tak też było przed wyjazdem na staż do Wenecji, kiedy to wymarzyłam sobie tańczącego salsę znajomego, ot tak, dla ubarwienia od czasu do czasu wieczoru. Został mi podany na tacy i całkiem fajnie się złożyło, bo gdyby nie on, nie wiedziałabym jak bardzo roztańczone jest miasto na wodzie. Raz wygadałam się, że hobbistycznie tańczę salsę kubańską, a następnego dnia byliśmy już w drodze na kubański wieczór. Było mi miło i trochę niezręcznie bo wydawało mi się, że jestem jedyną osobą zainteresowaną tematem.

„To pokaż mi tylko krok podstawowy”, powiedział, kiedy już dotarliśmy na miejsce, a chwilę wcześniej oświadczyłam, że to jedyne czego mogę go nauczyć. Tuptaliśmy tak w rytmie, trochę śmiesznie malowaliśmy się na tle wirujących par, ale kto by się tym przejmował. Chwilę później mój kompan bierze mnie za rękę i porywa w obrót, po którym okazało się, że bardzo dobrze radzi sobie z całą masą innych figur. Cwany kłamczuch, tańczył od  paru lat.

Wenecja

 

Gdzie w Wenecji można potańczyć w rytmie latino?

Wydawać by się mogło, że poza Mostem Westchnień i zabytkowymi kamienicami Wenecja nie ma nic do zaoferowania zwykłym śmiertelnikom poszukującym istnie ziemskiej rozrywki. Co prawda kubański wieczór, o którym pisałam na początku odbywał się na lądzie w okolicach Mirano, jednak nie brakuje ich także w samej Wenecji. Kiedy turyści opuszczają miasto, uliczny gwar cichnie wraz z zachodzącym słońcem, gdzieś w tle, w jednej z uliczek nieśmiało rozbrzmiewa stukot clave. Jak widać nie samym świętym Markiem miasto żyje :)

Kursy salsy kubańskiej, bachaty i kizomby oferuje nam między innymi szkoła Assokére, a zajęcia odbywają się w zależności od godziny i daty kursu, raz w dzielnicy Castello, San Marco, Santa Croce lub na Lido. Czy przyszło Wam kiedyś do głowy, zwiedzając Wenecję, że wieczorem w kamienicy, przed którą robicie sobie zdjęcie dziesiątki stóp wybijają kubański rytm?

Przy weekendzie warto wybrać się na ląd do Campodarsego, nieco za połową drogi z Wenecji do Padwy, gdzie w dyskotece Acquarius-Paradiso Latino odbywają się wieczory salsowo-bachatowo-kizombowe. Podczas takich roztańczonych „serat” organizowane są też darmowe kursy zarówno dla początkujących jak i tych bardziej zaznajomionych z rytmem, po czym można tańczyć aż do rana i ćwiczyć do woli nowe figury.

Wenecja

 

Czy tylko salsą żyje Wenecja?

Jasne, że nie. Szczerze mówiąc, Wenecja , kojarzona raczej z melancholijną matką-ojczyzną przewrotnego Casanovy, nie bardzo współgra z radosnymi i żywymi rytmami salsy. W przyrodzie na szczęście nic nie ginie, dlatego też latem, w każdy wtorek, udając się na wieczorny spacer przez Campo San Giacomo już z oddali usłyszycie nostalgiczne dźwięki romantycznego tanga i milongi. Tym ognistym, rodem z Argentyny tańcem można cieszyć się także w każdą środę w ogrodach przy kościele Santa Maria della Salute.

Tango tańczyłam ( a raczej stawiałam niepewnie kroki) po raz pierwszy właśnie na Campo San Giacomo. Istnie bajkowy początek, prawda? W związku z tym, że musiałam bardzo skoncentrować się na stopach, sam taniec nie zachwycił mnie tak bardzo jak myślałam, ale wówczas znaczenie miało tylko ciche szuranie po bruku. Roztańczone pary w przyciemnionym świetle latarnii robią wrażenie, zwłaszcza, że nikt się nie przejmuje czy jest młody czy stary. Tam najważniejszą myślą jest taniec.

 

W jakim rytmie tańczą bolończycy?

W Bolonii, mieście, które wydaje się nigdy nie spać z uwagi na tłumy studentów, panuje zupełnie inny klimat. Ze względu na liczne puby i kluby, najczęściej słyszanym rytmem jest ten dyskotekowy, ale wesoła i zagadkowa stolica Emilii-Romanii stanowi też idealne miejsce dla wieczornych zawrotów głowy z salsą.

Salsowe towarzystwo jest chyba najmilszym w jakim miałam okazję przebywać, zwłaszcza we Włoszech, gdzie z natury wszyscy lubią się przytulać 😉 Spóźnialscy (których z resztą nie brakuje) też mogą czuć się swobodnie, bo często obsuwa czasowa robi się ot tak, sama z siebie (albo z zagadania). Samych szkół prowadzących kursy tańców latynoamerykańskich jest bardzo wiele, dlatego też nie będę ich tutaj przytaczać.

Gdzie w takim razie się bawić kiedy już opanujemy podstawy i odważymy się wyjść na parkiet? Od września do maja w każdy piątek kubańskie rytmy rozbrzmiewają w San Lazzaro di Savena w lokalu Salsa Paradiso, gdzie na dwóch lub trzech parkietach możemy tańczyc to, na co mamy ochotę (zazwyczaj podział jest na salsę kubańską i bachatę/kizombę).

W zeszłym roku w każdy poniedziałek można było tańczyć także w centrum Bolonii w klubie Arterìa. W sezonie letnim królują seraty” na świeżym powietrzu: w każdy czwartek od godziny 22 w Villa Serena w Bolonii możemy salsować do woli (a raczej do 1 lub 1.30 w nocy kiedy to zazwyczaj kończy się impreza). Wieczory urozmaicane są zazwyczaj dodatkowymi pokazami tanecznymi.  A w piątki warto przenieść się do Rapa Nui przy via Morazzo. Tak oto o każdej porze roku dla każdego znajdzie się coś salsowego :)

włoska Bolonia

 

A co z samym tańcem? Czy salsa tańczona we Włoszech różni się od tej w Polsce?

Jak zdążyłam zauważyć nawet w polskich szkołach tańca niektórym figurom nadawane są inne nazwy, w związku z czym nie zdziwiło mnie to także tutaj. To samo dotyczy instruktorów: każdy ma swój sposób nauczenia kursanta zabawy tańcem, a jeśli uczy nas Kubańczyk, to można mieć pewność, że jest się w dobrych rękach. Oczywiście salsa kubańska jako taniec modyfikowana raczej być nie może, dlatego odpowiem biorąc na siebie całą odpowiedzialność, że salsa czy bachata tańczona z Polakiem czy Włochem cieszy tak samo, tylko powietrze i współrzędne geograficzne są nieco inne :)

 

Mieszkasz w Bolonii – tętniącym pełnią życia mieście studentów. Czy, oprócz imprez tanecznych,  polecisz nam jakieś ciekawe imprezy, koncerty albo cykliczne wydarzenia otwarte dla wszystkich?

Lato to świetny czas na imprezy plenerowe. Okres ten sprzyja zwłaszcza miłośnikom kina (nie bez powodów to właśnie w Bolonii narodził się sławny kierunek studiów DAMS). Jednym z najbardziej znanych bolońskich festiwali jest organizowany co roku: il Cinema Ritrovato (link do wpisu). Na czas trwania festiwalu (zazwyczaj od końca czerwca do sierpnia) bolońska Piazza Maggiore zamienia się w wielką salę kinową, gdzie wieczorami można obejrzeć filmy mało znane, często zapomniane. Celem il Cinema Ritrovato jest przedstawienie publiczności wartościowych dzieł kinematografii, które na codzień obrastają kurzem w archiwach.

Innym festiwalem otwartym dla wszystkich jest przegląd filmów kina niezależnego Cine-Porto BOFF, trwający od czerwca do końca lipca. Projekcja filmów odbywa się w parku XI Settembre, gdzie do dyspozycji gości są też punkty gastronomiczne. Można więc wybrać się na aperitif pod gołym niebem i do kina jednocześnie :)

Jesienią natomiast Bolonia staje się rajem dla wszystkich, którzy mają słabość do czekolady. Zazwyczaj w połowie listopada organizowany jest Festiwal Czekolady CioccoShow (link do wpisu), podczas, którego można spróbować czekoladowych różności nie tylko z Włoch, ale i innych krajów. Jeśli więc macie ochotę wgryźć się w czekoladowy portfel czy zegarek, zapraszam w listopadzie do Bolonii!:)

włoska Bolonia

 

Dziękuję za rozmowę. Życzę Ci wielu roztańczonych chwil, nie tylko w Bolonii! :)

 

  • Ilona Kalska

    Oj, potańczyłabym! :) Fajny klimat! Jedyne co, to wydaje mi się, że nie ma „odbijanego” i trzeba po prostu ze swoim do pary przyjść…

  • Blogi o Włochach jedne z najlepszych! :)